Po co chodzić do lekarza?


Mówiła mi żona wielokrotnie – ubieraj się odpowiednio do pogody, bo masz małe dziecko i jak się przeziębisz, to zarazisz dziecko, a wtedy wpierdol,  w dyby i do lochu. Mówiła, ale o jakieś 134 razy za mało. Złapałem jakieś dziadostwo i przyniosłem do domu. Bydle nie chciało zostać na wycieraczce przed drzwiami wejściowymi, tylko wlazło, jak do siebie nie pytając o zgodę. Nie przywitało się nawet z domownikami, a o ile lepiej wyglądała by ta sytuacja, gdyby na dzień dobry powiedziało:

-cześć. Nazywam się przeziębienie i zamierzam tutaj przez jakiś czas pomieszkać.

Nie nie.. tak nie było. Z buta wlazło jak ZOMO normalnie i od razu z partyzanta atak na moją rodzinę. Niczym przyczajony tygrys, po krótkim czasie zamieniło się w ukrytego smoka z tym, że nikt z nas nie zionął ogniem, tylko wydzieliną z nosa, na którą zwyczajnie mówimy katar i nie chodzi mi tu wcale o jedno Azjatyckie państwo, co na ropie leży, a o takie gówno lejące się z nosa, które przeobrażając się niczym charmander w charmeliona, tę ropę może wyprodukować.

Moja żona od razu rozpoczęła terapię wstrząsową. Najpierw zaczęła się trząść sama z przeziębienia, następnie z nerwów, a na końcu potrząsała mną wykrzykując niecenzuralne słowa, które z racji tego, że jestem wychowany w praktykującej rodzinie katolickiej i wysoko cenię kulturę osobistą, jak i kulturę wypowiedzi, nie zostaną tu wypowiedziane.

Żona to jeszcze pół biedy. Drugie pół to ja oczywiście, a razem tworzymy całą biedę, tak że numer konta na dobrowolne wpłaty zostawię później, ale to nie o tym. To tej naszej ekipy zarażonych wirusem dołączył również najmłodszy członek rodziny, ten który jeszcze do rachunków się nie dorzuca, chociaż.. 500 plus idzie po części na to. No i zarażeni wszyscy, jak jeden mąż, mimo że jedynym mężem w naszej rodzinie jestem ja. Pozostali nie mogą. Żona, to żona, a córka to córka. Każdy ma przydzieloną funkcję, więc nie rozumiem po co ktoś wymyślił stwierdzenie „jak jeden mąż”?

Mam horom córke, czy iść do lekarza?

No i dziecko chore. Katar, który na początku łatwo się z noska wylewał, stawał się coraz bardziej gęsty i nie można go było wyciągnąć nawet piekielną machiną, którą do odkurzacza się podłącza. Doszło do tego, że mała nie była w stanie przez niego oddychać i tę czynność wykonywała jedynie przez buzię, robiąc przy tym coś w stylu „sszzzzz szzzzzz sszzzzszzz” Brzmiała niczym Darth Vader z Gwiezdnych Wojen, tylko nie miała na sobie maski, a nasze mieszkanie nie jest gwiazdą śmierci. Jedynie piętro wyżej ulokowali się rebelianci (patole), o których kiedyś pisałem. Robiło się coraz gorzej, bo w nocy dziecko nie mogło spać, postanowiliśmy zatem pójść do lekarza..

Zapisałem nas na 9:30. Ta godzina pasowała nam idealnie z racji tego, że o 11 córka ma drzemkę, więc byliśmy pewni, że do tego czasu wrócimy do domu. Na miejscu byliśmy już o 9:15, jakby ktoś z wcześniej nie przyszedł, a na miejscu zonk! Okazało się, że do środka nie weszła jeszcze osoba z 8:30 nawet… No cholera! Po co takie zapisy na konkretne godziny, skoro i tak robią tam, co chcą. Nie po to zapisuje się na konkretną godzinę, żeby później przez kolejną stać w kolejce z marudnym, śpiącym, a co najgorsze chorym dzieckiem. Do gabinetu weszliśmy dopiero przed 11.. w międzyczasie 3 razy żonie mówiłem, żebyśmy szli do domu, bo już mnie szlag trafiał, ale ostatecznie zostaliśmy. Po wejściu był szybki wywiad, lekarka posłuchała dziecko i wypisała receptę. Tyle.. Najlepsze było to, co znalazło się na tej recepcie.. z 7 pozycji.. dla niespełna dwuletniego dziecka.

Poszliśmy do lekarza, to był błąd.

Wróciliśmy do domu i żonka zrobiła zdjęcie tej recepty dziewczynom z jakiejś grupy dla mam i wtedy się zaczęło. Naskoczyły na nią jakby co najmniej napisała, że mm jest lepsze od KP, że Dr Oetker to kutas, albo Justin Bieber jest gejem. Odpowiedzi były zaskakujące: Po co tyle? Tego nie dawaj! Antybiotyk? Zwariowaliście? Ten lekarz nie ma pojęcia! A widziałaś skład tego? A tego, to w życiu w dziecku bym nie podała. Po tym będzie sraczka, po tym pralka odmawia posłuszeństwa, a kot zaczyna szczekać. To jest złe, a nawet be, żeby nie powiedzieć fe. Po tym krostki, po tym cellulit.. tak sobie czytaliśmy i się zastanawialiśmy:

Po cholerę chodzić do lekarza?

Po co? Przecież wystarczy wrzucić objawy na jakąś grupę, w której udzielają się przecież położne, czy pielęgniarki i one udzielą odpowiedzi na wszystko. Na wszystko!! Wyobraźcie sobie, że ta sama osoba pisze pod innym postem, jak naprawić sprzęgło w maluchu, jaką wilgotność musi mieć posadzka, żeby położyć na niej linoleum, czy wymieni różnice między betonem b 20 a b 37.. 

Ciekawy jestem, czy takie wikipedie chodzące, zabierają swoje dziecko do lekarzy? Przecież one wiedzą lepiej. Recepty można załatwić na lewo, co chyba nie dziwi nikogo, więc w czym problem? Osłuchać dziecko można przykładając jakąś szklankę do ciała albo co, tak jak na filmach. Można leczyć wszystko wodą utlenioną, do czego zachęcają pewni profesorowie medycyny. Po co są lekarze ja się pytam? Aa wiem. Po to, by zarabiać na nas kasę, wciskając na siłę zupełnie niepotrzebne antybiotyki i leki. Lekarze za nic mają pacjenta przecież. Lepiej chorobę przeczekać, albo leczyć dzieci samym czosnkiem, najlepiej z Chin..


I wtedy przychodzi płacz..

Jak to zapalenie płuc? Jak to zapalenie opon? Jak to jakieś dziwaczne choroby? Przecież nic na to nie wskazywało. Zwykłe przeziębienie czy grypa, zostały porządnie zaleczone, przecież katar się skończył. Dziecko zachorowało na świnkę w późnym wieku? No i co z tego, że nie szczepione? Przecież ja chorowałam na nią i żyję! Profilaktyczne badania krwi? W życiu! Narażać dziecko na niepotrzebny stres, a nawet na zarażenie jakimś gronkowcem, bo nie wiadomo skąd igły mają.

Kiedyś już pisałem to, co nam powiedział jeden ze specjalistów do których niestety musimy jeździć:
dziecko może być zupełnie zdrowe. Może nie wykazywać żadnych nieprawidłowości i rozwijać się normalnie, lub nawet szybciej od rówieśników, ale MOŻE przyjść taki moment, że stanie, lub zwolni w rozwoju, a wtedy rodzice się będą obwiniać, że nie zrobili wszystkiego, by tego uniknąć. Dlatego właśnie zlecam Wam te wszystkie badania i kontrole, by uniknąć tego wszystkiego w przyszłości, bo im szybciej coś zostanie wykryte, tym lepiej dla Was.

Dlatego uważamy, że nie wolno bagatelizować i warto wykonywać systematyczne podstawowe badania. Jeżeli nie jesteśmy ekspertami w jakiejś dziedzinie, to warto tych ekspertów znaleźć, jeżeli Ci, co są blisko, nie wzbudzają w nas zaufania. Znaleźć.. ale nie w Internecie.

Podobne posty:





Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.