5 rzeczy, których można się nauczyć od zwierząt

8/02/2017 08:16:00 PM

Zwierzęta od zawsze były w moim domu. Odkąd pamiętam miałem koty. Mnóstwo kotów. Miałem też psy. Przybłędy takie, bez domu, bez pana, więc je wziąłem przygarnąłem no i były. Pocieszne, przyjazne, oddane.. jak z filmu jakiegoś. Miałem też często inne zwierzęta w domu, takie jak myszy, szczury i ptaki.. serio. Tak moja kocica kochała polować, że przynosiła ich truchła pod nasze drzwi wejściowe, po czym darła mordkę swoją małą, niczym Leonidas, kiedy Xserksesa dzidą zajebał. Taka to cwaniara była. Teraz, kiedy mam swoją rodzinę, również mam zwierzaki. Dwie kocice ze schroniska przygarnięte, o czym pisałem tutaj. Mamy też w domu świnię! Żywą i wielką, tylko taką, która w niebo potrafi spojrzeć. Często żona do mnie mówi: ale ty świnia jesteś.. Coś w tym jest.


Zwierzak jest przyjacielem. Przyjdzie się położyć obok, kiedy coś nam dolega. Katar, grypa, angina, kac morderca, kiła.. one będą wtedy przy nas. Są naszymi przyjaciółmi. Są również niezastąpionymi towarzyszami naszych dzieci. Są również nauczycielami. Nie jest prawdą to, że to my uczymy wszystkiego naszych pupili. Wielu rzeczy, to my się możemy od nich nauczyć, a co lepsze, to najbardziej skorzystać z tego mogą dzieci.

Wierność

Kto z  nas nie słyszał o psie rasy Akita, który wabił się Hachiko? Na jego temat powstała nawet głośna ekranizacja, która sprawia, że nawet największemu twardzielowi zbiera się woda w oczach, czyli łzy tak zwane, płaczemy krótko mówiąc. Pies ten codziennie czekał na dworcu na powrót z pracy swojego pana.. Pewnego dnia, właściciel ten zmarł, a pies czekał.. czekał przez wiele lat, aż do końca swoich dni. To jest jedna z najbardziej poruszających historii jakie słyszałem..

Wierność to nie tylko czekanie. Podam Wam przykład z życia wzięty. Mój dziadek miał kiedyś psa o wdzięcznym imieniu Bobek. Był on zwykłym kundelkiem, który sikał ze szczęścia za każdym razem, gdy ktoś go pogłaskał, czy chociaż do niego powiedział. Bobek miał jedną cechę, która odróżniała go od innych przedstawicieli gatunku. Mianowicie nie potrafił pływać, a za każdym razem, gdy widział wodę, to tylko kładł się przestraszony. Widział ją często, bo dziadek jest wędkarzem i zawsze Bobka zabierał ze sobą nad rzekę. Pewnego dnia wyjechali oni na weekend nad jezioro. Tam dziadek wziął łódkę i wypłynął na drugą stronę jeziora, gdzie miał swoje miejsce do łowienia. Bez psa oczywiście, który z babcią został w domku. Po pewnym czasie zauważyła ona, że Bobka nie ma.. Wiecie gdzie był? Popierdzielił za swoim panem! Nie wiadomo jak, dopatrzył się go w łódce na drugiej stronie jeziora i… wskoczył do wody.. Płynął.. Dziadek opowiadał, że zobaczył tylko jakieś dziwne stworzenie, które z pewnością nie było kaczką, które mozolnie zbliża się w jego kierunku. Wyciągnął kotwicę i z ciekawości zaczął płynąć na spotkanie z tym stworzeniem, które okazało się Bobkiem.. W momencie, gdy zorientował się, że to jego niepotrafiący pływać pies, to się popłakał… To jest idealny przykład wierności..

Cierpliwość

Tutaj posłużę się już przykładem moich kotów. Zdecydowana większość wąsatych ma to do siebie, że chodzi własnymi drogami. Rzekomo, to nie właściciel ma kota, a kot jest właścicielem człowieka. To kot przynosi te wszystkie zdobycze do domu, nie po to, by jak się większości wydaje, żeby się pochwalić, tylko po to, by go nakarmić. Kot traktuje człowieka jako słabą jednostkę, która nie potrafi polować, dlatego właśnie czasem jakiegoś szczurka przytarga. Moje koty są inne. Być może dlatego, że wiedzą jakie szczęście ich spotkało, że znalazły bezpieczny dom i nie muszą reszty życia spędzić w klatce. Są cierpliwe.. o ile, gdy ja dokuczam im w stylu: a poczochram futrzaka bo brzuchu, czego nie znoszą, to czasami mnie podrapią albo ugryzą. Taka natura i to normalne. Sam pcham łapy, gdzie nie trzeba, to mam za swoje. Sytuacja jednak zmienia się diametralnie, gdy zaczyna im dokuczać moje dziecko. Nigdy nie została podrapana. Kilka razy dostała łapą, ale nigdy nie zostały wyciągnięte pazurki. Nie zawsze zdążymy zareagować, gdy córkę najdzie akurat ochota na wzięcie kota na ręce, czy pociągnięcie za ogon. Moje bestie jednak są tak cierpliwe, że często po takiej „zabawie” jeszcze przyjdą do dziecka i się wymiziają..:)

Miłość


Tak. Z racji tego, że u nas są dwa osobniki i to tej samej płci, to nie ma dnia, by futro nie latało w powietrzu. Tak się pierony leją czasami, że wszystko lata po mieszkaniu. Jednak kiedy się zmęczą, to kładą się obok siebie i najpierw jedna drugą dokładnie myje, a następnie zasypiają przytulone. Piękny widok. Wtedy często mówimy do córki: no idź się przytul do kotków, i wtedy mała radośnie biegnie i kładzie się obok nich, albo ogólnie je przytula. Cudowne uczucie.

Cieszenie się z małych rzeczy.


Wiecie jaka jest ulubiona zabawka kota? Poza laserkiem oczywiście:). Jest to nic innego jak szeleszcząca reklamówka, lub papierowa torba. Przecież to jest nic. Codziennie się jakąś z zakupów przywozi, bo zawsze zapominam z domu zabrać. Moja córka również zaczęła je naśladować do tego stopnia, że często jak coś dostaje, to nie interesuje ją zawartość, tylko opakowanie i ma przy tym niesamowitą radość. Zawartością zaczyna się bawić dopiero po jakimś czasie. Często o tym zapominamy nawet my – dorośli. Nie potrafimy się cieszyć z błahostek. Jesteśmy jacyś przygnębieni, bo inflacja, podatki, rząd, rachunki, pieniądze.. Powinniśmy nauczyć się czerpać radość z rzeczy wydawało by się nieistotnych, jak każdy nowy dzień w zdrowiu.

Braterstwo i odwaga

Miałem kiedyś sukę owczarka. Była niesamowicie przyjazna. Pies idealny można by rzec. Była bardzo posłuszna i w momencie, kiedy byliśmy na podwórku, to każdy mógł do nas przyjść bez obaw, że zostanie ugryziony. Co innego, jak nas nie było:). I przyszedł kiedyś mojego taty kolega, z którym znają się całe życie. Rozmawiali i żartowali między sobą, aż w pewnym momencie w trakcie rozmowy, ten kolega klepnął mojego tatę koleżeńsko w plecy. I wtedy się zaczęło.. moja sunia odebrała to jako atak i zagrożenie, po czym jak błyskawica rzuciła się na niego. We dwóch z ojcem nie mogliśmy sobie poradzić, żeby zaprowadzić ją do boksu, bo w taką furię wpadła. Dopiero jak ten kolega wyszedł za ogrodzenie, to się ta sztuka udała.


Z dumą po latach mogę powiedzieć, że miałem psa, który za nami by skoczył w ogień.. a moje obecne koty? W razie zagrożenia pewnie zrobiły by to co umieją najlepiej.. Poszły by sobie wylizać zadek.

PS. Kiedy powiedziałem żonie, o czym napisałem, to podpowiedziała mi, żebym dopisał o tym, że człowiek od zwierzęcia może nauczyć się trafiania do własnej kuwety..:) nie wiem co miała na myśli:P

podobne posty

Czy kot może być zagrożeniem dla dziecka? 
śmieszny kot, ale nie dla mnie..

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.