Musiałem pozbyć się króliczka.

3/26/2017 12:45:00 PM

Dzisiaj nie będzie przydługiego wstępu, nie mającego za wiele wspólnego z sednem sprawy, jak to przeważnie bywa. Od razu przejdę do rzeczy. Krótko, zwięźle i na temat. Cały ja!

Tak jak mówi tytuł kolejnego mojego zajebistego posta: Pozbyłem się króliczka! Dzisiaj. Bez uzgodnienia z żoną, ani co ważniejsze córką – to był w końcu jej prezent. Dostała go jakiś rok temu. Opiekowała się nim, głasiała, przytulała, czasem rzuciła nim w nerwach o podłogę – jak to dziecko. Jednak przyszedł czas, że króliczek zachorował. Jego stan był poważny, a nas nie stać, by kupić mu „nowe życie”. Musiałem się go jakoś pozbyć, żeby dziecko nie musiało patrzeć na jego cierpienie. Postanowiłem wrzucić go do kontenera na śmieci. Może ktoś go jeszcze znajdzie i przygarnie na ostatnie jego dni.


Problemy

Od początku były z nim problemy. Wystarczyło go dotknąć, by ten zaczął piszczeć jakby go ze skóry obdzierali. I tak przez jakieś 10 minut z krótkimi przerwami. Najbardziej wrażliwe punkty miał na brzuchu. Po plecach można go było łaskotać, drapać czy gryźć i nic sobie z tego nie robił Zdarzało się, że się o niego potknąłem, bo akurat dziecko się z nim bawiło na podłodze. Tyle razy co z kopa przypadkiem dostał... ehh aż mi go szkoda (ale tylko trochę)

Nareszcie!

Już go nie ma. Nasz dom wypełnia pustka i co najważniejsze cisza – chwilo trwaj! Jak to kiedyś se ktoś krzyknął. W sumie te słowa dla tego gościa nie skończyły się dobrze, ale zaryzykuję jeszcze raz – chwilo trwaj! Jak najdłużej! Życie bez króliczka jest piękniejsze! Był z nami przez rok, co oznacza, że o 12 miesięcy za długo! Nareszcie mogę spokojnie usiąść na dupie, bez obawy, że jakiś zwierz mi będzie ryczał nad uchem! Mało tego! Ryczał ludzkim głosem!

Trafił tam, gdzie wszystkie niepotrzebne króliczki.

Pieprzony królik – zabawka! Szmelc z plastiku, który miał 3 guziki, po wciśnięciu których, tak darł ryja, że masakra! Wiecie z czego zrobili trąbę, która zburzyła mury Jerycha? Z tego małego niebieskiego królika, który właśnie wylądował w kontenerze z plastikiem! (tak tak! Powertatko dba o matkę naturę i sortuje śmieci).

Pieron był tak głośny – a nie. O tym już pisałem..;/ Pieron jak już przestał grać, to po chwili cudownego milczenia zmartwychwstawał i pytał, a raczej darł ryja pytając: „Jesteś tam jeszcze?” I tak trzy razy pod rząd! Czekał podły na to, by ktoś se jeszcze kliknął w jego bębenek, by znów mógł pokrzyczeć!

Jednak skończył się żywot. Od paru dni co prawda się włącza -(tak! Włącza a nie włancza) :) ale zanim zacznie grać muzyczka, to przez 20 minut jest tylko „dug dug dug dug dug dug dug dug dug” O tak właśnie! Przypał jak dawanie cukru dziecku półrocznemu. Po tym czasie wreszcie styki się nagrzewają i działa. Spoko. Tylko, że przez te 20 minut, za cholerę nie da się go wyłączyć:P trzeba by go było rozkręcać.. ;p

I teraz najlepsze! Wrzuciłem go do kontenera podczas gdy był włączony:P tzn. robił te swoje „dug dug” i wyobraźcie sobie minę kogoś, kto idzie wywalić śmieci, a po wrzuceniu do kontenera słyszy „Jesteś tam jeszcze?” Ja gdybym coś takiego usłyszał, to pewnie pojechał bym się przebadać do czubków:p. W sumie przez cały rok przebywałem z nim w mieszkaniu i nic mi się nie stało, nic mi się nie stało, nic mi się nie stało, nic mi się nie stało, nic mi się nie stało:)

Pozdrawiam Was serdecznie!


P.S. Pamiętajcie, że jak kupujecie jakiemuś dziecku prezent, to upewnijcie się, czy nie będzie on wrukwiał rodziców tego dziecka:)

20 komentarzy:

  1. Rany, całe szczęście to była tylko zabawka! Uf. Też nie cierpie hałasujących zabawek i daje zakaz kupowania takich mojemu synkowi;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ;) w życiu nie skrzywdził bym w taki sposób zwierzaka:) wręcz przeciwnie. Mam nawet 2 koty ze schroniska, z czego jeden niepełnosprawny;)

      Usuń
  2. Andrzej, zapewniam Cię, że hałasujące, piszczące i do tego świecące zabawki, które włączają się w dodatku same z siebie kupują albo bezdzietni, albo dziadkowie. Żaden normalny rodzić nie zrobi tego drugiemu rodzicowi :)

    My kiedyś wracaliśmy ze szczeniaczkiem uczniaczkiem w bagażniku- był przysypany innymi klamotami i co chwile wył: głowa, ramiona, palce nóg, pobawimy się... I tak przez prawie dwie godziny. To była jego ostatnia wycieczka...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczeniaczka, to nawet moje koty potrafią włączyć... W nocy.. Ehh. A ten kicak, to rzeczywiscie od dziadkow prezent;)

      Usuń
  3. To był jakiś bubel, a nie zabawka.

    xxBasia

    OdpowiedzUsuń
  4. Moi znajomi "raczą" swoje pociechy na przemian takimi "milusimi" zabawkami;) To są bracia - każdy jest ojcem chrzestnym u tego drugiego dzieci. Prześcigają się, kto kupi bardziej wnerwiającą zabawkę!!!

    PS. Dzieci są oczywiście zachwycone:)))

    OdpowiedzUsuń
  5. Kurcze... Pierwsze zdania czytałam z przerażeniem a potem pomału stwierdzałam że to podpucha... Pod koniec odetchnełam z ulgą ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja też pierwsze zdania czytałam z przerażeniem, że trafiłam na blog jakiegoś sadysty, który króliczka chciał wyrzucić do śmieci! autor ma szczęście, że chodziło tylko o zabawkę:D

      Usuń
  6. Nie znosze takich zabawek. My mielismy takiego dinozaura. No japa mu sie nie zamykala! A baterie dzialaly z dobre kilka lat... :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Mamy takiego robota - co śmieszniejsze, sami go Bąblowi kupiliśmy ;) Ale w momencie zakupu nie znaliśmy jeszcze wszystkich funkcji - i nie wiedzieliśmy, że będzie się co chwilę uaktywniał i dopytywał : "Halo, kapitanie, czy mnie słyszysz? Jest tylu ludzi na planecie Ziemia, a nikt nie chce się ze mną pobawić..." - i tak dalej, coś w ten deseń ;) Masakra !

    OdpowiedzUsuń
  8. Każdy z nas chyba to przeszedł- grające i gadające zabawki..Masakra! Mój Junior miał Furbiego gadającego (jak dla mnie) po chińsku..Odlot ;) Na szczęście syn wyrósł dawno z takich zabawek i mamy spokój :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Nienawidzę tych grających hałasujących zabawek!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  10. Fakt, niektóre zabawki są strasznie denerwujące :P

    OdpowiedzUsuń
  11. Scena ze śmietnikiem - epicka :)
    W sam raz do kręcenia filmików z ukrytej kamery :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Już zdążyłam się wkurzyć za takie postępowanie. Dobrze, że to tylko zabawka. Niestety czasami tak bywa, że coś nas denerwuje i trzeba się tego pozbyć (jeśli się da)
    Pozdrawiam TCK :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Uśmiałem się i to bardzo. Sztuką jest zainteresować czytelnika i poprowadzić go tak, by nie spodziewał się, co czeka go w trakcie lektury. Szanuje, bardzo przyjemnie się to czytało! :)

    OdpowiedzUsuń
  14. raz tylko kupiłam koleżanki dziecku grającą zabawkę. Na początku lekko zdziwiło mnie jej niezadowolenie, bo przecież to takie fajne... ale po całym wieczorze z tą melodią miałam ochotę pieprznąć tym badziewiem w ściane! Nigdy więcej :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Ach te pieruńskie zabawki :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Jako że pod postem o kotku że schroniska nie wiedzieć czemu nie dało się zostawić komentarza, to piszę tutaj: w każdym domku nawet tym najmniejszym znajdzie się miejsce dla kotka .My mamy 2 i w sumie jest nas 6

    OdpowiedzUsuń
  17. No dałam się wpuścić w maliny na początku :P takie głośno grające zabawki są straszne, moje dziewczyny dostały taką wyjącą pralkę, szybko "zaginęła" :P

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.