Jak się zaręczyć?

2/18/2017 12:33:00 PM
Studia! To były czasy! My, młodzi, piękni (przynajmniej żona), bogaci (ha ha), ciekawi nowych wyzwań. Zapuściliśmy korzenie w Lublinie-mieście inspiracji. Takie hasło ono nosiło przynajmniej wtedy. Nie wiem co to miało oznaczać. Inspirowało jedynie do wyjazdu za granicę. Studia jednak zobowiązują. Taka mnogość imprez. Wątroba i żołądek ze stali. Byliśmy przygotowani. Na 1 roku nie było tygodnia, żeby nie było imprezy. Eh te czasy. My-para z dwuletnim stażem, chcieliśmy zamieszkać razem. Zmiana w życiu jak sto pięćdziesiąt. Żona na dziennych uczyła się o ściekach, kratach, sitach osadnikach wstępnych i o moim ulubionym-zasadzie superpozycji (brzmi fajnie)(przynajmniej dla mnie)(i chyba dla każdego faceta), czaicie... (superpozycja) ha ha, uśmiałem się.

zaręczyny



Czas sobie leciał, a ja jako zaoczny, bo na dzienne nikt by pieniążka nie wyłożył, mogłem swobodnie pracować. Zacząłem bardzo ambitnie. Praca wymagała znakomitej znajomości Angielskiego, Suahili, i języka Maorysów. Konieczne było posiadanie prawa jazdy kategorii od A do Z, 25 lat doświadczenia w zawodzie, uzupełnionej karty szczepień z pieczątkami na choroby nawet wyłącznie dla zwierząt. Byłem idealnym kandydatem i dość szybko mnie przyjęli. Pracowałem na budowie.

W sumie tam nauczyłem się wielu przydatnych rzeczy. Poznałem wszystkie sposoby wychodzenia niezauważonym z terenu budowy, transportowania wódki na budowę, wszystkie metody polewania, czy utylizacji szkła.. Jednak poza tym miałem zajebistą brygadę i mówiąc nieskromnie, zapieprzaliśmy jak głupi i robiliśmy przy tym dokładnie. To się nie zdarza często. Ten etap życia z pewnością na zawsze zostanie w mojej pamięci. Dzięki tej pracy się ożeniłem.

Dzień zaręczyn.


Było to pewnego pięknego dnia. Słońce smaliło po plecach. Budowaliśmy wtedy wydział architektury (o ile dobrze pamiętam) na polibudzie lubelskiej. Siedziałem sobie na ścianie i ni z gruchy, ni z pietruchy wypaliłem do kolegi, którego kilka dni wcześniej ściągnąłem do pracy-Dasz sobie radę do fajrantu, bo jadę się zaręczyć? Spojrzał tylko na mnie, jak na debila, ale co miał powiedzieć?

Szybko pojechałem na stancję, wziąłem kasiorę i ruszyłem na poszukiwania tego jedynego pierścionka... Na szczęście zakosiłem wcześniej jakiś żonie na przymiarkę. Wszedłem do jubilera renomowanej sieci i zbaraniałem. Skąd ja mogłem wiedzieć, co jej się może spodobać? Złoto, białe złoto, czerwone złoto, złote złoto? Z brylantem, diamentem, szmaragdem, krzemieniem czy z pieczarką? Duży czy mały? Klasyczny czy nietypowy? Starodawny czy z funkcjami smart? Fajnie by było kupić takiego I-ringa. Szkoda, że nikt na to nie wpadł. No ale po wielu testach na dłoniach sprzedawczyni, udało mi się wybrać ten jedyny. Zapłaciłem za niego równowartość trzyletniego studenckiego wyżywienia, czyli około 1000 zł. No nic, na szczęście z jedną nerką da się żyć.

Jak się ubrać na zaręczyny?

Teraz będzie najlepsze. Nie napisałem o swoim ubiorze. Nie było książkowo. Nie było garnituru, skrzypka, szampana, drogiej restauracji. Były za to, uwaga-DRESY. Tak jest! Power tatko popierdzielił zaręczać się odwalony jak debil. Takiej stylizacji na taką okazję nawet Pajacyków by nie wymyślił, ale co tam! Jadę! Wsiadłem w busa bez klimy i cisnę te 60 kilometrów, bo żona akurat zjechała do rodziców. Po drodze zadzwoniłem do Niej i poprosiłem, żeby przyszła do parku. Sama. Ona pełna podejrzeń o to, że chce ja zostawić! Dokładnie! Przyszła przerażona na miejsce. Ja jak gdyby nigdy nic, klęknąłem i zapytałem, czy chce być moją żoną. Jak to baba oczywiście najpierw musiała się rozbeczeć w moją bluzę, która nie dość, że elegancko komponowała mi się z dresikiem, to od łez jeszcze zmokła... najważniejsze, że się zgodziła.

Zaręczyny przyjęte, co dalej?


Kurde, nigdy wcześniej nie byłem w podobnej sytuacji. Żona w sumie też nie. Nie wiedzieliśmy jak mamy się zachować, co robić? W głowie pojawiły się dwie myśli. Kwiaty dla teściowej i wódka dla teścia. To w drogę do kwiaciarni ale wszystkie o tej porze już zamknięte. Wpadłem na genialny pomysł. Pójdziemy do mojej babci i zerwiemy sami jakieś różyczki. Jak pomyśleliśmy, tak zrobiliśmy. Prezencik ładny i od serca. Wódkę kupiłem najdroższą, jaka była. Posiadając niezbędne rzeczy do zaliczenia questa ruszyliśmy w stronę teściów. Z każdym krokiem traciłem punkty many i odwagi.

Weszliśmy do środka. Teściowie rozmawiali w kuchni, więc spokojnie weszliśmy do nich. Nie wiedząc jak zacząć, po prostu wypaliłem: chciałbym prosić o rękę państwa córki. O masakra. To były najtrudniejsze w życiu wypowiedziane przeze mnie słowa. Stało się. Wypowiedziałem swoją kwestię starannie niczym podczas jasełek w podstawówce i trzeba było oczekiwać na reakcję. Jako pierwsza zareagowała moja żona. Wpadła w ryk i zaczęła wymachiwać ręką, na której był pierścionek. Zaraz potem zareagował teść. Postawił nogę na stołku i złapał się ręką za głowę. Pierwszą moją myślą było, że gdyby miał pod ręką pistolet, to by mnie zastrzelił. Zapytał po chwili tylko, czy żona się zgodziła za mnie wyjść. Odpowiedziała, nie przestając beczeć, że tak. Ciśnienie zaczęło powoli opadać i sytuacja stawała się coraz bardziej normalna.

Po tygodniu przyjechaliśmy ponownie. Tym razem  na cały weekend. Zbliżał się wieczór i wtedy teść do mnie powiedział. No to Andrzej, chyba trzeba wypić tę wódkę, co przyniosłeś.

Zaręczyny nie muszą być nudne. Można uczynić ten dzień niezapomnianym, podchodząc do nich spontanicznie. W naszym przypadku tak właśnie było. Zaskoczenie żony osiągnęło poziom max. i to było piękne. Nie było to w walentynki, dzień kobiet, jej urodziny, czy jakiś inny dzień, który coś znaczy. Czysty spontan zakończony sukcesem. 


A jak zaręczyny wyglądały u Was?


Podobne posty:
-Jak zabiłem kaczkę na studiach? 
-misja ratunkowa-ocalenie kaczki.

48 komentarzy:

  1. Haha, ale się uśmiałam :D Super historia opowiedziana w przezabawny sposób :) Uwielbiam słuchać opowieści o zaręczynach <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ;) no są to fajne historie i każda jest inna;)

      Usuń
  2. Haha, widzę, że u Ciebie było jeszcze lepiej niż u mnie :D Choć u mnie to był cyrk i komedia pomyłek ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ;) ważne, ze zakonczenie sukcesem;)

      Usuń
  3. No uśmiałam się, fajna historia i z pewnością mile ją wspominacie :) A jak to będzie u mnie wyglądać, tego jeszcze nie wiem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, ze podzielisz sie tym na blogu;;)

      Usuń
  4. Nasze zaręczyny mąż bardzo starannie zaplanował, jedynie czego nie przewidział to moich humorów i tego, że pierwszy raz w życiu nie będę miała ochoty na lody z Maca. Hehe, biedak się nakombinował, ale dzięki temu zaręczyny odbyły się w sposób nietuzinkowy i w wymarzonym miejscu. Gdy wracaliśmy z nad morza skręciliśmy do mojej ukochanej miejscowości, gdzie jest cudowny park i tam ukląkł i poprosił mnie o rękę. Moje zaskoczenie dniem, miejscem i kształtem (otwarta księga, bo jestem molem książkowym i poznaliśmy się w bibliotece) pierścionka było ogromne. Ale mąż jest romantykiem z rozmachem, jak lubię o nim mówić :) Ślub oczywiście też różnił się od innych, ale to już całkiem inna historia.

    Pozdrawiam serdecznie i życzę Wam wielu wspaniałych, niezapomnianych chwil.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O proszę;) faktycznie kształt niespotykany. Przynajmniej ja nigdy takiego nie widzialem. Tym bardziej brawa dla Twojego partnera za przygotowanie.

      Usuń
  5. U nas było tak - pierścionek wybrałam sobie sama, bo co do tego byliśmy bardzo zgodni - mamy pod tym względem totalnie inny gust;))

    Wszystko inne było totalnym mega zaskoczeniem dla mnie i niesamowitym przeżyciem!!! Mamy co wspominać!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wybrany przeze mnie na szczescie sie spodobał;) jednak byl delikatnie za duzy i musielismy zmniejszyc.

      Usuń
  6. Wasze zaręczyny były na prawdę wyjątkowe , cudnie się czytało, u mnie było inaczej, mniej tradycyjnie i bardzo niekonwencjonalnie ale pięknie :) Buziaki dla Was

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najwazniejszy jest wynik, a nie droga do niego;)

      Usuń
  7. Wow, świetna historia. To takie romantyczne :)

    OdpowiedzUsuń
  8. hahhaha te języki to po procentach wychodzą, nie ma co... przydatnych umiejętności nabyłeś w pracy. Z tymi zaręczynami i zostawieniem to są takie dwa końce... spotkałam sie z tym że facet mówiący o zaręczynach zostawia ukochaną... dziwne nie? No ale szczęśliwe:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No zdarza się. Moze tacy ludzie dopiero sobie uswiadamiaja co to wszystko znaczy..

      Usuń
  9. Sam moment oświadczyn to był koszmar, którego wolę nie pamiętać. Ale na szczęście zaręczyny wyglądały jak należy, czyli był pierścionek, kwiaty i to magiczne pytanie: czy zostaniesz moją żoną. Lepiej późno niż wcale :)
    A Wasze oświadczyny super. Masz chociaż fajne wspomnienia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokladnie. Tego nikt mi nie zabierze.

      Usuń
  10. Fajna historia :) Piękne macie wspomnienia :)

    Nasze odbyły się zimą w grudniu (15lat temu) byliśmy bardzo młodzi i zakochani :)) Mąż przyjechał do mojego domu z pierścionkiem i kwiatami i się oświadczył, a potem powiedzieliśmy rodzicom. Nie było może super romantycznie, ale to dla nas piękne wspomnienie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pięknie! No tonjuz kawał czasu za Wami;)

      Usuń
  11. Świetna historia! A u nas było tak... Pojechaliśmy na wakacje, narzeczony zniknął gdzieś na dwie godziny, ja odchodzę od zmysłów, gdzie on polazł, a z kim, a po co, a może go zamordowali, albo co gorsza uchlał się gdzieś w krzakach i śpi. A ten jak gdyby nigdy nic wraca z pierścieniem w ręku, klęka i pyta czy za niego wyjdę. Co zrobiłam? Odpowiedziałam, że owszem wyjdę, ale z siebie! Jednak po dłuższej debacie pierścionek przyjęłam :-)

    OdpowiedzUsuń
  12. Ale historia :)
    U mnie nie było zaręczyn ;)
    Wybrałam termin i powiedziałam, że jak sala będzie wolna to będzie ślub, a jak nie to nie ;) No i tak mija już prawie 8 lat ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Gratuluję zaliczenia questu. :D

    OdpowiedzUsuń
  14. Hahaha. Dobre. Normalnie leze ze smiechu :D U Nas na szczęście mąż nie musiał prosić moich rodziców o ręke tylko powiedzieliśmy że bierzemy ślub :) Zaręczyny wcale nie muszą być jak w filmach, każdy planuje swoje zareczyny tak jak chce :) napewno beda wyjatkowe. Mój maż strzelił na środku pięknego parku w Sevilli (Hiszpania) w masakyczny deszcz,zerwał kwiatek i zapytał Paulina a moze weźmiemy ślub? Też się pobeczałam.
    Pozdrawiam
    www.nasza-czworka.pl

    OdpowiedzUsuń
  15. Bardoz mi się te wasze zaręczyny podobają ! :) U nas też nie było jakiegoś szczególnego dnia, jakiejś konkretnej okazji czy tym podobnych. Akurat mieliśmy jechać ze znajomymi pod namioty, a mój M. zadzwonił do mnie z samego rana i stwierdził grobowym głosem, żebym wyszła przed dom, bo ma dla mnie jakąś wiadomość. Szczerze - byłam pewna, że coś się stało (bo brzmiał przynajmniej tak, jakby ktoś w jego rodzinie umarł). No i ze zdenerwowania leciałam po tych schodach na złamanie karku, omal z nich nie spadłam - a ten stoi (a w zasadzie klęczy) na ganku z pierścionkiem i bukietem róż ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Historia piękna i wesoła :)

    Mąż oświadczyła się też inaczej niż wszyscy. Napisał mi SMS że w torebce mam list. W liście było miejsce, godzina, mapa, tramwaj oraz co mam powiedzieć w ogrodzie japońskim we Wrocławiu - dodam że on jest techniczny a ja prawie po ASP. Na miejscu wszyscy mnie oglądali.. Uśmiechali się i w ogóle.. Ale zanim tam dotarłam musiałam się przebrać - byłam w swetrze takim rozlazlym ukochanym i podartych jeansach... Wiec dzwonilam do lokatora, ktory mieszkał z mnami aby podrzucil mi sukienke i szpilki - dał rade :)
    Na miejscu.. Gdy trafiłam już na ten własciwy most wisiała róża z pudełeczkiem ( mąż chowąła się w krzakach).. Gdy pierscionek miałam w rece to zawołał wyjdziesz za mnie a ja bez łez z lekkim usmiechem no jasne przecież mamy już wybraną date w urzędzie :)
    No i tak jestesmy szczesliwym małżeństwej juz prawie 5 alt :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha;) to moje się nie umywają;)

      Usuń
  17. No ten dresik w sam raz :) i jak Ty chłopie do dzisiaj bez nerki dałeś rade ?;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ;) a po co komu tyle organów;)

      Usuń
  18. Ale mile wspomnienia. Lubie Ciebie czytac. Mnie zaprosil maz na obiad. Miala byc wykwintna restauracja, a okazala sie jakas "bufetowa". Wyszlismy zdegustowani do wloskiej, gdzie byl taki ruch, ze wcisneli nasz stolik pomiedzy dwa jakies inne. No romantycznie jak ja p..rdole. ja za nich w swiecie nie zdawalam sobie sprawy co On kombinuje. Po obiedzie poszlismy na spacer nad ocean, Maz zostawil mnie sama na chwile mowiac, ze zapomnial cos z samochodu I wrocil z kwiatami . Kleknal, oswiadczyl sie... to byl piekny dzien pomimo nieudanego poczatku :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pieknie. Mąż uratował wieczór! Brawo dla Niego;)

      Usuń
  19. cudnie i tak naprawdę nie trzeba gajerów i kwiatów tuziny szczerość się liczy :D

    OdpowiedzUsuń
  20. Spontaniczność fajna sprawa! Mnie maż zaskoczył, zaręczyny w moim domu, oczywiście wszyscy o nich wiedzieli! Mama wcześniej udzieliła błogosławieństwa i szczęścia przyszłemu zięciowi życzyła :) Były kwiatki, świeca i pierścionek, nic więcej nie pamiętam, o jak ta baba się wzruszyłąm :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piekne chwile..:) wzruszenie to normalne uczucie. Gorzej ma facet. Bo co by zrobil jakby kobieta sie nie zgodzila?

      Usuń
  21. hahaha opanowanie metody polewania bardzo przydatne w życiu i na weselu:D

    OdpowiedzUsuń
  22. Mój mąż po dwóch miesiącach znajomości, podczas spaceru w górach kupił spontanicznie pierścionek z automatu i się oświadczył!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pięknie, odważnie i fascynujaco. Po tak krotkim stazu! Brawo!

      Usuń
  23. Świetna historia, uwielbiam takie wpisy :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Niesamowita historia :) Uśmiałam się :)
    Uwielbiam Twój styl pisania :)

    OdpowiedzUsuń
  25. super historia!!! taka romantyczna! ekstra!!

    OdpowiedzUsuń
  26. Uśmiech nie schodzi mi z twarzy :) Macie piękne i wesołe wspomnienia. U nas było tak po prostu, choć dla mnie w zupełnym zaskoczeniu. Do dziś wspominamy dziurę w rajstopach. Po drodze się zrobiła, miałam 50 km :)

    OdpowiedzUsuń
  27. Opowieść świetna! Mi się mąż oświadczył, jak spacerowaliśmy wałem wzdłuż Odry. Elegancko uklęknął i ładnie poprosił ;-)

    OdpowiedzUsuń
  28. Oryginalnie! Ale i tak byłeś lepszy od męża znajomej, który oświadczył się jej siedzącej na kibelku :D po wielkiej kłótni w dodatku :)

    OdpowiedzUsuń
  29. Haha, to się uśmiałam. Dresami mnie rozwaliłeś. :-)

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.