środa, 26 lipca 2017

Co może wywołać panikę u każdego rodzica?



Faken szit! Moja bania zaraz wybuchnie! Dobrze, że pusta, bo jeszcze bym coś zachlapał i co? Płacić by było trzeba, a ja do rozrzutnych nie należę.. jedynie co rozrzucam, to ubrania po mieszkaniu, co sprawia, że mojej żonie delikatnie zaczyna drgać powieka, a to już jest zwiastun metamorfozy.. i to nie takiej jak w telewizji, że zamieniają gówno we fiołka, tylko metamorfoza w diablisko cholerne. Bo co ona się czepia o te spodnie, czy koszulkę, na jutro przecież będzie.. te baby.. nic nie rozumieją. Ja na szczęście rozumiem kobiety, z tego powodu jednak muszę się ukrywać, bo do czubków chcą mnie zamknąć. Mosad i Specnaz, też już zaczęli na mnie polować. Tak, że wiecie.. to może być mój ostatni post..

sobota, 22 lipca 2017

Jak samemu zrobić pizzę? Idealny przepis

Szukasz potrawy idealnej? Bez glutenu, wegańskiej, podanej w nieziemski sposób, doprawionej tak, że mózg zaczyna działać trzykrotnie szybciej? To spoko. U mnie tego nie znajdziesz. Za to mam tu coś lepszego. Potrawę, na którą każdy student reaguje jak pies Pawłowa na światło. Nie. Nie chodzi o kanapkę z ketchupem, tylko o... Pizzę!

Przepis na pizzę


Mam dla Was przepis na jedną z nich, którą tylko nieliczni potrafią spieprzyć (w tym ja). Nie jest mojego autorstwa. W sumie nie mam chyba żadnej autorskiej potrawy, no może poza tym, że kiedyś omyłkowo osoliłem herbatę.. a oto i on, wzięty prosto z tego bloga
  1. 1 łyżka suchych drożdży (12 g) lub 25 g drożdży świeżych
  2. 1,5 szklanki letniej wody
  3. 3,5 szklanki mąki pszennej
  4. 1 łyżka oliwy z oliwek
  5. 1,5 łyżeczki soli
Zaczynamy od przesiania mąki, którą mieszamy z suchymi drożdżami, jeżeli mamy świeże , to trzeba najpierw zrobić rozczyn. Dorzucamy resztę składników i zaczynamy wyrabiać ciasto. Uwaga! Ja dzisiaj spierdzieliłem i żona musiała robić drugi raz, więc ostrożnie;) Sposób wyrabiania jest dowolny. Można rękoma, można mikserem, można zapytać babci o tajny sposób na to. Taki czysty freestyle ciastowy.


Z ciasta lepimy kulę, podobną do tych, jakie mają cyganki w Kazimierzu, tylko my wróżyć z niej nie będziemy. Kulę (ciasto) odstawiamy w naczyniu nasmarowanym oliwą w ciepłym miejscu, przykrywamy folią spożywczą i czekamy z półtorej godziny. Moja żona robi tak, że wkłada ciasto do jednej miski, którą następnie wkłada do drugiej - większej i do niej właśnie wlewa dodatkowo trochę gorącej wody, co jeszcze przyspiesza proces.

Teraz szykujemy blachę, bo w czymś upiec trzeba. Smarujemy ją w tym celu odrobiną oliwy, po to by po upieczeniu dało ją się bez trudu wyciągnąć.

Jak już ciasto wyrosło, to wtedy trzeba je sieknąć z pięści i podzielić na dwie lub trzy części, w zależności od tego jak duże są nasze blachy.:) Formujemy z nich spody tak, by krawędzie były grubsze.

Na spód z ciasta należy wyłożyć sos pomidorowy, następnie nasze ulubione dodatki, czyli co tam tylko w lodówce mamy. Nie wiem jednak, czy kładąc śledzie efekt będzie zadowalający, ale co kto lubi. Jak chcecie, to możecie odstawić jeszcze na jakieś pół godzinki, by ciasto troszkę podrosło, ale my byliśmy zbyt głodni i ten etap pominęliśmy

Piec około 15 minut w maksymalnej temperaturze piekarnika (260ºC). Tak ze trzy minuty przed końcem pieczenia, posypujemy startym serem, chyba że komuś nie chce się trzeć, to kładzie całe plastry, albo od razu cały kawał na środek, tylko nie wiem, czy w ten sposób się on roztopi:)

Przepis na sos do pizzy

  1. 1 puszka pomidorów, odsączonych
  2. 1 łyżka octu balsamicznego
  3. duża szczypta świeżo zmielonego pieprzu
  4. pół łyżeczki suszonej bazylii lub 1 łyżka świeżo posiekanej bazylii
  5. pół łyżeczki suszonego oregano lub 1 łyżka świeżo posiekanego oregano
  6. 2 duże ząbki czosnku drobno posiekane
  7. duża szczypta soli
Wszystkie składniki miksujemy. I to by było na tyle, jeżeli chodzi o jego przyrządzanie.


Zostaje mi życzyć smacznego. :)

środa, 19 lipca 2017

Zostało mu tylko dwa lata..


Godzina 6:10, którą złowieszczo zwiastuje ten pieprzony budzik z mojej superzajebistej komórki. To znaczy telefonu, bo taką prawdziwą komórkę mam, ale za domem rodziców. Swojej nie mam. W bloku mieszkam i musiałbym garaż przerobić. Gdybym tylko go miał, bo i nawet tego nie mam. Miejsce parkingowe tylko mam. Jak jest wolne oczywiście, bo to nie zawsze. Auto mam takie na kołach, nawet czterech, z których trzy nawet w jednym kierunku się toczą. Jazdą tego nie można nazwać, gdyż trójkę mogę wrzucić dopiero gdy do roboty dojeżdżam, tak po siedmiu kilometrach około. Nie dlatego, że mam potężny silnik v12 z Astona Martina Vanqusiha o mocy 650 hp. Nie nie. Mam aby 1,4 Polo, ale za to koni sporo. Więcej niż w pobliskiej stadninie w Białce, chociaż nie wiem, bo nie byłem tam, bo i po co? Konie śmierdzą, jak to mówi moja żona i srają do tego gdzie popadnie. A zawsze pada na drogę i dlatego są takie gówniane. Dlaczego nikt nie wymyślił kibli dla koni? Pogadam w pracy z konstruktorami, to może coś wymyślą. Będę dzięki temu pomysłowi zarabiał więcej niż Donald Trump jako prezydent USA. W sumie nie powinno być trudno, zważając na to, że zrezygnował on z pobierania pensji za sprawowanie urzędu.. Cholera. Mógłby te pieniądze przekazać na biedniejszych, np. na mnie.. albo moją żonę.. albo moje koty, których bym był pełnomocnikiem. Ale bym im wtedy whiskasów nakupił. Pewnie we ryja bym za to dostał, bo moje futrzaki mięcho wpieprzają. Surowe… serca, żołądki i kurwa wołowinę!, co przeraża mnie najbardziej.. Weźcie.. Kot wpierdala krowski zad, kiedy ja do roboty kanapkę ze srem biorę.. 

Trójkę włączam. Tak włączam a nie włanczam. O nawet word mi podkreślił błąd, bo w wordzie piszę. Tutaj lepiej literki widzę. W sumie to i tak nie istotne, bo patrzę na klawiaturę a nie ekran. Może dlatego tyle błędów? Nie.. zwyczajnie nie znam ortografii, gramatyki, interpunkcji, zaimków, przydawek i innych tych wszystkich odpadków języka polskiego, z którego w podstawówce notabene miałem 4 i plus przed czwórką, chociaż może za? Nie pamiętam. Dostałem ją, za zeszyt, bo pokazałem koleżanki i powiedziałem, że to mój. Do dzisiaj mam jej za złe, że nie miała jednej pracy domowej odrobionej.. A wystarczyło narysować ślaczek.. Swoją drogą to tej trójki nawet nie włączam, tylko wrzucam. Tak. To słowo bardziej mi tu pasuje. Po przejechaniu tych 6 i pół, czyli 500 metrów, mój bolid rozpędza się do zawrotnej prędkości 45 kilometrów na godzinę, bo z górki wtedy jest, spojler się wtedy automatycznie wysuwa, by auto nie odleciało w przestworza, z racji piekielnej prędkości. Właśnie się dowiedzieliście o UFO nad Rosvell.. To jakiemuś patafianowi czujnik spojlera w polówce nie zadziałał i poleciał gdzie ten wymarzony raj, którego pragnął tak, jak Kaczyński pragnie rozdupczyć nas kraj, czyli Polskę. Da pińcet złoty i zadowolony, bo naród chwali. 

No i wiecie. Mam te miejsce parkingowe. I tak stoi smutas na nim sam.. bez rodziny, bez przyjaciół. Nie ma się do kogo przytulić, bo w sumie po co inne auta miały by się przytulać? Żeby się zarazić? Moje auto jest chore. Bardzo chore. Cierpi na rdzawicę paskudną, która może się przenieść przez kontakt. A, że wiele tych kontaktów miał, to i rozjebany jest jak kotlet schabowy, który u moich sąsiadów na górze jest chyba codziennie. Siedzisz, odpoczywasz po robocie, bawisz się z dzieckiem, dłubiąc sobie jak gdyby nigdy nic w nosie i słysz napierdalanie kawałka świniny jakby młotem udarowym. Bit niczym w piosenkach Zenka Maryniuka. Przez Twe  oczy zielone, chciało by się rzec. Tylko moja polóweczka nie ma zielonych, tylko takie żółte jakieś i jedno jakieś podbite na dodatek. To efekt tego, że mieszkałem w Lublinie, gdzie nie obowiązuje patrzenie w lusterek podczas parkowania tyłem… Kurwa.. Jakaś baba pewnie mi zajebała.. chociaż nie .. Baba by patrzyła w lusterko. Przecież jak się wyrusza na wyprawę, to w ostatniej chwili trzeba zerknąć w lusterko wyciągane z torbiczki, czy aby na pewno szpachla pomiędzy uszami dobrze się trzyma. 

I takie moje autko już jest. Wiele kontaktów za sobą. Jest niczym łysy z brazzers motoryzacji. Jest… jeszcze jest, bo postanowiliśmy przeciągnąć jego cierpienia jeszcze chociaż o dwa lata. Lato jest, więc dla ochłody kupiłem mu nowe trampki letnie. W sumie zmuszony już do tego byłem, bo w warsztacie powiedzieli mi, że tych co mam już mi nie założą.. Nie rozumiem co jest złego w trzynastoletnich oponach… tutaj jednak to jest najmniejszy problem.. Gorzej, że rdzawica zaczęła gwałtownie postępować i z jednego małego punkciku, zrobiły się przerzuty.. to na drzwi, to na błotniki, progi, i inne części, które teoretycznie powinny być zrobione z metalu. Pojechałem zatem do warsztatu i pytam: Panie ile będzie kosztować leczenie i na kiedy termin? Ja pytam, to tamten odpowiada. I mówi: aa to ze trzy tysiące trzeba wsadzić.. kurwa! 3 tysiące? Toż to moja dwuletnia wypłata.. Ile to butelek będę musiał do skupu zanieć, zanim nazbieram. Panie – mówię.. Przecież on tyle nie warty. To na co to robić. On mówi do mnie: yyy. Nie zrozumiałem, a rozmówca widząc, że nie zrozumiałem mówi jeszcze raz: to nie wiem, co mam powiedzieć. Nosz kukuryku na patyku lody lody na Bałtyku.. czy jakoś tak. Podziękowałem Panu serdecznie, klnąc w sobie po cichu, tak by nie usłyszał przypadkiem, bo mogło by się to dla mnie skończyć ciosem karate w klatę, albo co gorsza, mógłby mi wymienić olej, albo co oni tam jeszcze wymieniają.. 

Ruszyłem dalej w świat, wsiadając do mustanga, otwierając szybę, jedyną zresztą którą się da otworzyć, wysadziłem łokieć i załączyłem muzę. Łup łup łup, tego spodziewałem się usłyszeć, ale zamian za to, do mojej trąbki Eustachiusza w prawym uchu doszedł dźwięk: eeereemeeef eeeffeeeemmm. Kurwa! Zakląłem. O co tu chodzi, zerkam. No jeszcze tylko tego brakowało. Pendrajw rozjebany w pół, a był to jedyny jaki miałem, z logiem Uniwerstetu Ekonomicznego w Poznaniu, gdzie studiował mój szwagier i ofiarował w prezencie dwa takie nagie mojej żonie, czyli jego siostrze, a ja jak to ja, korzystając z tego, że ma ona straszny burdel w torebce, wyjąłem jej jeden i zabrałem dla siebie. Mój. Mój własny. Mój skarb. Maj preszjessss… tak zamieniłem się w Golluma, kto śledzi fejsa to wie. Prędko nagrałem na niego muzyczkę, jakieś smerfne hity i inne Ziuty szprychowe. Było pięknie. Nie jedną wspólną podróż odbyliśmy, robiąc przy rym radośnie dana dana. Teraz on jednak nie zdziała. NIE-KURWA-DZIAŁA! Umarł, skończył się, zdechł.. 

To nic – pomyślałem. Narzucę nowy trend w moim mieście, a korzystając z tego, że jestem jedynym blogerem  płci męskiej w tym, że jakże pięknym, choć bez perspektyw mieście, to publika szybko do podłapie i zacznie robić tak samo. Wyrzucam więc łokieć za szybę i przy dźwiękach popołudniowych radiowych wiadomości, ruszam przed siebie, skręcając tylko co jakiś czas, co by się w rów nie wjebać, albo pod tira jakiegoś. Jeszcze bym go rozwalił i co? Bida.. 

Wtem przyszła nieoczekiwana dobra rada. No dobra. Oczekiwana w chuj. Bo tyle co na telefony wydałem, to bajka. Chociaż nie. Nic nie wydałem, bo mam nielimitowane, ot taki zarobas ze mnie, że mnie stać. Jak ktoś chce zadzwonić, to pomogę, byle nie do wróża Macieja, czy na inne czterocyfrowe numery. Toż to brat zadzwonił, że przecież jego kolega jest mechanikiem, lakiernikiem i szpec majstrem w dziedzinie pojazdów silnikowych, więc uderzamy do niego. Zajechałem dumnie do niego pod chawirę i czekam aż wyjdzie. Wyszedł. I mówię mu: ratuj Pan. Nie mnie, a moje autko. On bez słowa odsunął mnie na bok i rozpoczął oględziny. Po chwili, tylko położył mi rękę na ramieniu i mówi: Nie opłaci się robić.. myślę sobie wtedy – pięknie. Zapierdalam jak Frodo do Mordoru 60 kilometrów, tracąc kasę na benzynę, bo gazu nie mam, żeby usłyszeć taką diagnozę. Zaczął mi wyliczać ile co kosztuje. Ile części, ile lakiernik, ile robocizna ile to ile tamto ile sramto i wyszło wcześniej wspomniane przez pana co ribił yyyy około 3000 złotych i to pln.. No nie. Kurwa nie! Wtedy mechanik mówi do mnie tak: słuchaj, jemu nic nie pomoże, ale możemy przedłużyć jego agonię gdzieś o dwa lata, tak byś nie wpadł  jak śliwka w gówno z kosztami, a przez te dwa lata pomyślisz co dalej. Od razu przyszła mi do głowy myśl! Zostanę chipanddaellsem, czy jak to się kurde piszę. Będę świecił swoim nieogolonym zadkiem na panieńskich i będę tak zarabiał. Następnie pomyślałem o swojej żonie i o tym, jakby na to zareagowała.. Nie wiem, czy można paść ze śmiechu, ale wolałem nie ryzykować.. 

No i ten mechanik – kolega. Mówi tak: słuchaj. Ja Ci naprawię, co tylko się da, a gdzie się nie da, to wymienię na jakieś zamienniki, bo części oryginalnych się nie opyla, bo koszta. Za całość wyjdzie około 1000 zł, więc spora różnica. Biere – mówię do niego, wycedzając przez zęby, prezentując przy tym mój nienaganny uśmiech, odsłaniając przy tym moje dwie plomby po prawej stronie ryja.
Teraz autko jest na Sali operacyjnej i nie wiem kiedy będzie do odbioru. Mam nadzieję tylko, że z „nowymi” blachami, będzie mi służył jeszcze te wspomniane dwa lata. A może dłużej? Łi łill si

sobota, 15 lipca 2017

Jak rozstawić basen ogrodowy?

Słońce za oknem promieniami smaga po plecach, podobnie jak robił to Doctore swoim biczem, gdy raz za razem hamował niefrasobliwość swoich podopiecznych w szkole gladiatorów. Ran nie widać, za to na drugi dzień piecze niemiłosiernie. Skwar, gorąco, praży.. jajka sadzone można bez przeszkód przygotować na plecach. Jajka same się smażą również w majtkach. Ochłody! Królestwo za możliwość zanurzenia się w jakimś zbiorniku wodnym.

W regionie żadnego nie ma? Nie chce Ci się jechać tak daleko? Obawiasz się, jak dzieci zniosą podróż w takich warunkach? Może nie masz akurat kasy na niezapowiedzianą eskapadę? Nie ma problemu! Wystarczy trochę miejsca i z automatu możemy zapewnić sobie przyjemne chwile. Z pomocą przychodzi nam coraz bardziej popularny – basen ogrodowy.

Jaki basen ogrodowy kupić?

Wybór jest ogromny. Od małych okrąglaków, których średnica nie przekracza metra, do tych monstrualnie wielkich o pojemności blisko 60 metrów sześciennych wody. Cenowo też różnie. Takie małe tescowe czy pepcowe można nabyć po sezonie już za 20 zł, a takie wielkie, no cóż.. Nie umiem do tylu liczyć i uczyć się nie mam zamiaru. Stary już jestem. Kości ciepła nie trzymają jak w sześćdziesiątym dziewiątym, a mózg nie chłonie informacji jak gąbka, chociaż moja żona czasem mi powtarza, że zamiast niego mam wodę, więc może jednak warto? Pozwoliło mi to jednak zakupić jeden z nich

Kupiłem go spontanicznie w lipcu dwa lata temu. Żona była wtedy w ciąży, ja miałem akurat urlop, a pogoda była piekielna (ciepło). Po prostu wsiadłem do auta i pojechałem na poszukiwania do lubelskich marketów budowlanych. Wchodzę do pierwszego i od razu z grubej rury walę do pierwszego gościa, którego spotkałem: Panie- ja po basen, tylko nie do sikania. Pracownik zaprowadził mnie na odpowiedni dział i mówi : a szukaj se Pan tutaj. No to szukam. Po chwili znalazłem całe multum. Tylko co z tego, jak każdy schowany do pudła.. Część z nich była rozporowa, a część osadzona na stelażu. Rozmiary bardzo podobne, ceny również, oba wyposażone w takie same pompy, więc który wybrać? Patrzę na obrazki, a z nich wynika, że wystarczy ten rozporowy rzucić na ziemię, nalać wody i relaksować się pijąc drinki z palemką.. Przynajmniej ja, bo żona w ciąży.

Wybór padł na rozporowy o średnicy obręczy 4,67 metra, więc całkiem spory. Kosztował mnie on równo 500 zł, bo grosza mi nie wydali. Wtedy jeszcze nie było tego programu.. ehh..;/ Przyjechałem do domu i cały zajarany, że za moment zanurzę się jak Titanic w odmętach nowego zakupu, więc z marszu rzuciłem się do roboty. Korzystając z obrazków na opakowaniu, rozpocząłem nalewanie wody. Raptem Houston mamy problem -coś poszło nie tak, bo basen wraz ze wzrostem poziomu wody, zaczął przybierać nienaturalne kształty, zupełnie jak mój bebech, jak się żeberek na wpierdzielam.. I to tak nierealne, że zwyczajnie prawie się przewrócił.. Ja wielki budowlaniec popełniłem szkolny błąd. Nie przygotowałem terenu.

Musiałem wylać tę wodę, która już znalazła się w basenie i rozpocząć wszystko od nowa. Zeszło mi z tym trochę, że tak powiem. Jednak z czasem, mimo nadszarpniętego ego i wkurwienia żony spowodowanego zmarnowaniem takiej ilości wody, udało mi się z tym uporać. Zabrałem się zatem do roboty.. znowu.. Wziąłem do ręki poziomicę, to taki kij z wodą i przyłożyłem w miejscach gdzie miał stać basen. Było okropnie krzywo i to tak krzywo, że jak stanąłem równo, to jedno oko miałem 6 cm wyżej niż drugie, chyba że zwyczajnie mam taki krzywy ryj. Pojechałem zatem po piach, który miał posłużyć do wyrównania podłoża, no bo przecież basen mam rozstawiać, a nie babki piaskowe. Kilkanaście dużych wiader wystarczyło więc zabrałem się do pracy, niczym Herakles, gdy stajnie sprzątał.

Od czego zacząć rozkładanie basenu?

I tu pies pogrzebany. Mamy miejsce docelowe, w którym ma stanąć nasz basen, więc mniej więcej szukamy środka tego miejsca, w które wbijamy jakiś palik, czy nawet patyk, czy kołek, czy co tam kurka wodna pod ręką akurat będzie. Od tego miejsca wszystko się zaczyna. Tu możemy się posłużyć teorią wielkiego wybuchu. Mamy chaos w chuj, więc trzeba mikroelementy poskładać do kupy (tylko nie takiej ludzkiej czy zwierzęcej, tak się tylko mówi). Bierzemy teraz coś długiego i prostego np. (Miecz świetlny?) listwę, która im dłuższa tym lepsza. Teraz musimy ustawić to w poziomie, w tym celu przykładamy do naszego narzędzia poziomicę. Jeden koniec musi leżeć na naszym wyznaczonym środku. Po przyłożeniu poziomicy będziemy wyraźnie widzieli, czy trzeba podsypać piachu, czy może podebrać trochę ziemi i wtedy go dopiero trochę sypnąć. Jeżeli już mamy wyrównany ten kawałek, to wtedy przesuwamy o kilka stopni (czyli w bok) naszą listwę, której jeden koniec w dalszym ciągu leży na naszym środku. Robimy to do momentu, aż zrobimy pełne koło.

Wyrównane i co dalej.

Skoro mamy już zrobione pełne koło, to wtedy… zaczynamy wszystko od nowa. Nie ma bata, że zrobimy za pierwszym razem wszystko tak jak należy. Z tymi pierwszymi razami zawsze jest tak samo, szybko i niechlujnie:) .Drugi raz powinien już rozwiać wszystkie wątpliwości co do równania terenu. Następnie, na tak przygotowany plac kładziemy.. styropian. W moim przypadku operujemy na 2 cm płytach, czasami te dwa centymetry potrafią działać cuda. Rozkładamy go tak, by pomiędzy płytami nie tworzyły się żadne szczeliny. Można do tego posłużyć się grubą taśmą malarską. Ona kosztuje grosze, a znacznie poprawi nam efekt. Łączymy płyty ze sobą tworząc w ten sposób jeden spójny monolit.


Mamy już wyrównane, mamy położony styropian, więc teraz proponuję przykryć to wszystko folią, lub najlepiej kupić zwykłą plandekę. Koszt takiej nie jest może mały, ale z pewnością posłuży nam ona na długi czas

Rozkładanie basenu

Mamy wyciągnięty basen z pudła, to teraz delikatnie przenosimy go na wyznaczone miejsce i staramy się go rozłożyć. Jeżeli na jego dnie pojawią się „zmarszczki” to spokojnie, bo na ich wygładzenie przyjdzie jeszcze czas. Najpierw dmuchamy obręcz basenu, która to zapewni nam to, że basen będzie wstawał razem z wodą. Kiedy już mamy to za sobą, to przychodzi czas na lanie wody. Napełniamy go dosłownie około 5 cm i zaczynamy się bawić w wygładzanie dna. Do tego niezbędne są dwie osoby. Jedna podnosi delikatnie basen a druga osoba, która jest wewnątrz basenu, dłońmi prasuje dno. Nie trzeba do tego specjalnego doświadczenia. Po chwili ogarniemy co i jak. Podobnie jak przy równaniu terenu, tak i teraz przesuwamy się co kilka kroków i powtarzamy te czynności. Zapewni to nam gładką powierzchnię dna.

Lanie wody do basenu

No i przyszedł czas na najprzyjemniejszą część rozstawiania basenu, czyli nalewanie wody. Nie muszę chyba tłumaczyć jak to robić.. No chyba, że ktoś ma zamiar napełniać go butelkami, to akurat do grudnia skończy.. wrzucamy węża i niech się leje. Pamiętajmy tylko, by w porę zatkać otwory do pompy w basenie. Napełniamy go maksymalnie do punktu ograniczającego. W instrukcji będzie pokazane jak on wygląda. U mnie jest to gumowy „język” który leci dookoła basenu, tuż pod jego obręczą gumową.

No to hop!

Teren wyrównany, basen rozłożony, woda nalana, no to nie zostaje nam nic innego jak dokonać pierwszego pełnego zanurzenia;) no to hop!

P.S. Do wyrównania terenu najlepszym rozwiązaniem jest ułożenie kostki brukowej. Wtedy nie trzeba co roku powtarzać tego samego:)

P.S.S Dla tych co mieszkają w bloku i nie mają jakiejś działki, czy miejsca, gdzie można rozłożyć basen, zostaje tylko wanna:) Ewentualnie można zrobić to pod blokiem, ale to już na swoją odpowiedzialność.











A Wy, jakie macie doświadczenia z basenami ogrodowymi?

wtorek, 11 lipca 2017

Czy zabrać dziecko na wesele?


Uwaga! Złamię dzisiaj wszelkie zasady pisania dobrego posta! Nie będzie poradnikowego, zajebistego wstępu o dupie Maryny, czy margaryny, mającego na celu przykucie uwagi, który i tak nie ma nic wspólnego z ogólnym przekazem. Dlatego porzucam standardy, sawławiwry, etykietę dworu królewskiego, czy kodeks Hammurabiego. Jadę na grubo od początku.

piątek, 7 lipca 2017

co kieruje ludźmi, którzy wsiadają za kółko po alkoholu?





Jestem oburzony! Chociaż to jest najlżejsze określenie, jakie przychodzi mi obecnie do głowy. Jestem wściekły, zły, wkurwiony! Gotuje się we mnie wszystko i to przez zdarzenia, o których słyszy się codziennie. Zdarzenia, przez które cierpią niewinni ludzie. Zdarzenia, przez które bardzo często cierpią dzieci, które dopiero rozpoczynają swoją przygodę zwaną życiem. Co z tego, że o tym się mówi? Co z tego, że podawane są mrożące krew w żyłach statystyki? Co z tego, że pokazywane jest nam na co dzień cierpienie tych osób, czy ich bliskich, skoro zawsze znajdzie się jakiś popierdoleniec, który ma to w dupie. Co kieruje takimi ludźmi, że to robią? Co Ci debile chcą udowodnić, wsiadając za kółko po alkoholu, czy prochach?

niedziela, 2 lipca 2017

Jak zaoszczędzić podczas zagranicznych wakacji?

Jeżeli codziennie czujesz, że pot płynie Ci po plecach, a idąc na spacer, czy do pracy starasz się wybierać tę bardziej zacienioną stronę ulicy, zwiększasz wydatki na zimne napoje czy lody, a w pracy myślisz o wszystkim byle nie o niej, to najprawdopodobniej cierpisz na bardzo często spotykaną przypadłość wśród ludzi w wieku produkcyjnym. Jest to tak zwany syndrom chcęnaurlopowy. Brzmi ciekawie? Sam tę nazwę wymyśliłem jakieś 7 sekund temu. Jeżeli chcecie, to możecie jej używać na co dzień:)

wtorek, 27 czerwca 2017

Pies na plaży. Czy to dobry pomysł?


Kocham zwierzęta! Tylko taką miłością, jaką człowiek może darzyć zwierzę. Mam dwa kociaki z czego jeden jest srajoduposzurający, jak to nazwała go jedna dziołcha:) Tak Paulina, o Tobie mówie!!:) o tym możecie przeczytać tutaj. Z tego też powodu, zabieram je na różne wycieczki, a kilka ich w życiu było. Dwie przeprowadzki za nami, więc śmiało mogę powiedzieć, że trochę świata (samochodu) zwiedziły. Obecnie wszystkie wspólne wypady, ograniczają się do wyjścia na szczepienie do weterynarza.

czwartek, 22 czerwca 2017

6 moich życzeń z okazji dnia ojca.


No i mamy prawie lato. Czołem wszystkim. Jestem Andrzej, jestem tatą, że tak się tutaj pięknie Wam przedstawię. Mój blog, wolno mi. A jako, że pochwaliłem się przed chwilą, rolą jaką od blisko dwóch lat pełnię, wykorzystując do tego wszystkie swoje przyrodzone, nadprzyrodzone i podprzyrodzone moce, to mam zaszczyt i przyjemność przypomnieć Wam (cholera.. zacząłem gadać jak Ibisz ..), że lada moment będzie Dzień ojca, czyli najważniejszy dzień w roku poza moimi urodzinami, imieninami, rocznicą ślubu, rocznicą pierwszej kolki, czy rocznicą wkroczenia w dorosłość (if you know what i mean:). Z tej okazji nie będę sobie nic życzył, chociaż mógłbym, bo to przecież mój blog.. A zresztą czemu nie? Dlaczego mam sobie nic nie życzyć. Będę i kropka!

piątek, 16 czerwca 2017

Jakie tematy na bloga?


Cierpisz na brak weny? Nic Cię nie może specjalnie zainspirować do napisania kolejnej Epopei na miarę Tomcia Palucha? Na swoim blogu widzisz pustkę, a nowych czytelników nie przybywa? Po głowie chodzą Ci myśli destrukcyjne? Chcesz rzucić blogowanie w cholerę, bo to nie dla Ciebie? Uwaga uwaga! Przybywam z pomocą. Będę niczym Batman! Albo lepiej nie, bo chatę mu spalili. Będę niczym powertatko. Będę sobą i uratuję Cię przed brakiem pomysłów. Dzięki mnie staniesz się bogaty niczym rybak z Somalii. Podrzucam Ci leniuchu tematy, które zawsze będą na czasie i które możesz wykorzystać do podboju Internetów.

wtorek, 13 czerwca 2017

Nie chcę mieć dzieci!


Niezły tytuł nie? Przyciągnął? Super! 15 % zadania już wykonałem, skoro tutaj jesteś. Teraz jeszcze zostań tu z minutę i będzie całkiem spoko. Porównaj to do matury. Nie wiadomo po co się tam jest, ale skoro się już przyszło, to głupio wyjść po paru sekundach. Nie bądź jak Gołota podczas walki z Tysonem, nie uciekaj:) 

piątek, 9 czerwca 2017

6 sposobów na polepszanie więzi taty i dziecka.



Byłem kiedyś małym chłopcem. Tak małym, że po drabinie na dywan musiałem wchodzić, a ten wcale nie był latający, a mój ojciec wcale nie jest jakimś Alladynem, chociaż lampę ma. Co prawda nie siedzi w niej zamknięty Dżin, a nafta. Ktoś pamięta jak jeszcze wyglądało takie urządzenie? No ale co ja Wam dupy zawracam jakimiś lampami? Dzieckiem byłem i zapewne Was to nie zdziwi, że większość czasu ze mną i moim bratem spędzała mama. Standard jak żarówka stuwatowa w kuchni w latach 90-tych. Gdzie był wtedy tata?

sobota, 3 czerwca 2017

Co robić, gdy nieznajomy zaczepia nasze dzieci?

Zwlekam się z łóżka i pierwsze co mi się w oczy rzuca, to szafa, która stoi obok. Pojemna niczym Daewoo Matiz po lifcie. Podzielona jest po równo na mnie i żonę. Żona ma 90% a ja drugą połowę. Dajemy rade, jak to mawia nasza Pani premier. Podnoszę się i podciągam rolety, które to na noc zawsze ustawiam na tryb „noc” ot taki bajer mamy. Wyglądam przez okno i słyszę:
-to dobry dzień by umrzeć..
No nie! Kurwa koty znowu telewizor włączyły, który o dziwo mam. Nawet nieźle działa, jak na stuningowanego Neptuna.
Za oknem piękne widoki. Pies sąsiada właśnie załatwia się na trawnik, ludzie kolejno odjeżdżają z parkingu, czyniąc go praktycznie pustym.
-gdzie oni do jasnej ciasnej własnej jadą? Niedziela jest. Rano na dodatek. Do kościoła? Niieee.. do tesco? O 7 rano? Nie.. a zresztą. Co mnie to obchodzi.

środa, 31 maja 2017

Kończy się umowa? Nie daj się naciągnąć!




Dzyń! Dzyń! Złowieszczy dźwięk wydobywający się z głośnika mojej leciwej już komóry, może oznaczać dwie rzeczy. Albo się zjebał, albo ktoś dzwoni. Zerkam u niego spojrzeniem podobnym do tego Ghost Ridera i brakuje tylko powiedzieć „look into my eyes”.. bitch! to ostatnie to już moja inwencja twórcza. Patrzę i nie… no dzwoni ktoś! Znowu dwie opcje: albo pomyłka, albo kosultant, bo niebawem kończy mi się umowa. Odbieram krótkim słowem, które zawsze, ale to zawsze działa – Hallo? Cisza.. a po chwili muzyka rodem z cygańskiego wesela. Już wiem. O pomyłce nie może być mowy. Toż to konsultant dzwoni. Szybko wyciągam moje wszystkie notatki zanim odezwie się swoim melodyjnym głosem. Nie dam się naciągnąć! Jak robić w chuja to my, a nie nas! Muszę załatwić rozmówcę, jak Jagiełło krzyżaków. Schował się w lesie, a Krzyżacy stali w mundurkach na słońcu. Melodyjka dobiega końca i pojawia się frontalny atak na moją osobę. Dzień dobry – słyszę. Nazywam się Staszka Pierdziawka i jestem konsultantką firmy Strawberry. Dodam tylko, że nasza rozmowa jest nagrywana w trosce o dobro klienta. No to załatwiłam dziada – pewnie pomyślała. Trafiłam na słabą jednostkę. Dowalę mu taki abonament, że się posra! 

piątek, 26 maja 2017

Jak szybko zostać dobrym blogerem?



Czy jest istnieje przepis idealny by zostać blogerem idealnym? Oczywiście. Jest kilka opcji. Pierwsza, najbardziej właściwa i jedyna niewymagająca nakładów finansowych równych wartości średniej wielkości mieszkania położonego w centrum posz dzielnicy księstwa Monako. Zresztą tam chyba są same posz dzielnice. Nie wiem, nie byłem i nie mam zamiaru jechać. Sposobem tym jest...

środa, 24 maja 2017

jaki prezent dla mamy?


Matka. Najbardziej niedoceniana osoba na świecie. O ile nie jest to widoczne, kiedy ma małe dzieci, bo wtedy widać jak się stara. Jak przygotowuje co raz to nowe potrawy, które robi pierwszy raz w życiu tylko po to, by nie było nudy. Jak przytula dziecko, jak całuje, jak spędza z nim czas. Czasami wybuchnie złością, czasami nie ma siły, czasami wygląda jak wrak człowieka. Zaniedbuje siebie, bo wie, że najważniejsze jest dziecko. Ten okres minie, wraz z dojrzewaniem dziecka. Zacznie się marudzenie, że jest zła, że daje za mało kasy, że nie poświęca czasu, że się czepia o wszystko, że nie kocha..

niedziela, 21 maja 2017

koty i dziecko.

Wiele razy widziałem dyskusje w Internecie, na temat obecności kotów i zagrożeń związanych z posiadaniem ich. Tu jest moja odpowiedź.

środa, 17 maja 2017

Jestem zmuszony zaakceptować TO u mojej żony.





Słuchajcie mam problem.. poważny problem. Nie. Nie mam kiły, rzeżączki, zajoba, z potencją też ok. Problem jest natury niemedycznej. W sumie mi i tak nic już by nie pomogło. Tym razem jednak problem nie dotyczy mnie, a mojej żony. W sumie po części i ja na tym cierpię. Moja żona na pierwszy rzut oka jest normalna. Ma oczy, uszy usta i nos. Nawet nogi ma. Ogólnie kompletna. Jedynie ma problem z piciem..

środa, 10 maja 2017

Gdzie na wakacje 2017? 6 miejsc, które warto odwiedzić.

Już za parę dni, za dni parę. Wezmę plecak swój i gitarę. Nie no dobra, nie wezmę. Nie mam gitary, a nawet jakbym miał, to i tak bym nie wziął, bo grać nie umiem. Kariery w tym kierunku już raczej nie zrobię. Plecak mam za to! Niebieski taki. Ładny jest i sporo pomieści. Śmiało mogę go zabrać na nieuchronnie zbliżające się wakacje. Tylko jest jedno ale. Nawet tych al jest kilka. Bo nie ma kiedy, bo kiepsko z urlopem stoję i co najważniejsze. Gdzie tu motyla noga pojechać. Wiem, że jest wiele osób, które podobnie jak ja nie mają jeszcze określonych planów na wakacje, jednak ja we łbie mam kilka ciekawych miejsc, które śmiało można odwiedzić i którymi to chętnie się z Wami podzielę.

niedziela, 7 maja 2017

Dlaczego powinni zmienić program nauczania?



Każdy z nas skończył jakąś szkołę. Jeden podstawówkę, drugi gimnazjum, a jeszcze inny ostatnio skończył jakąś ocieplać.. Tak się składa, że i ja skończyłem jedną. Powiem więcej. Ukończyłem szkołę wyższą, a nawet najwyższą. Przynajmniej w moim mieście. 3 piętra miała skubana. Moje liceum o dumnym patronie, któryż to w bambuko pięknie krzyżaków załadował pod Grunwaldem – Władysław Jagiełło! Ten sam, co swoim tępym wzrokiem krzywo zerka na nas z banknotu stuzłotowego. To znaczy na Was.. Ja go widziałem raz.. na swojej komunii, jak moi rodzice go gdzieś schowali.. 

środa, 3 maja 2017

ADHD - czyli ściema, którą karmią nas codziennie.


Pamiętacie moją walkę o pampersy, która miała miejsce dosyć niedawno? Macie przypomnienie. Powiem Wam coś w sekrecie. Otóż znowu byłem na zakupach! Naprawdę! A do dziesiątego daleko:). Tym razem jednak, żeby wszystko na pewno kupić, to zabrałem ze sobą żonę. Taki romantyczny wypad we dwoje. Jak za młodzieńczych lat. Randka w tesco…

No i łazimy sobie. Żona jak chyba każda kobieta zaczęła od najważniejszego – ubranka dla dzieci. Jakby moje dziecko nie miało w czym chodzić. A ma! Dużo ma. Ma tyle, że ooo. Moja żona za to nie ma. No bo jak inaczej mam sobie tłumaczyć ciągłe jęki, że „nie mam w czym chodzić”?

Kobiety to mają przerąbane. Sukienka na każdą okazję musi być inna, bo przecież nie pójdzie dwa razy w jednej, bo ktoś już ją widział.. Sprzedać też nie sprzeda.. buty muszą być pod kolor sukienki. Najlepiej trzy pary. Na obcasach, szpilki i na obcasach.. To jednak nic. Codziennie na imprezę okolicznościową się nie chodzi.. Za to zwykłe wyjście z żoną do sklepu staje się dla faceta wyzwaniem. Chłop już stoi ubrany i gotowy do wyjścia. Zarzucił na grzbiet, co tylko było pod ręką. Buty włożył pierwsze lepsze. Zresztą jedyne jakie ma. A żona mu mówi – daj mi jeszcze chwilkę, tylko nos poprawię… A co ty Michael jesteś, że Ci odpadł.. No dobra – mówię. Poczekam. Muszę się jednak rozebrać, bo czuję, że zaraz będę cały mokry.. Mija tak 5 minut. I raptem słyszę – muszę się przebrać! What, że kurwa co? Już mieliśmy wychodzić przecież. Na co żona przeobrażając się w demona oznajmia stanowczo – Zobacz jak ja wyglądam! Nie pójdę tak. Nie mam w czym chodzić! I jeszcze po chwili dodaje – No sam mi coś wybierz no! Wtedy facet by nie okazywać złości wykrzykuje w myślach wszystkie przekleństwa tego świata.. Po pół godziny jednak wreszcie ruszamy. Ja zadowolony, a żona wkurwiona na mnie, na siebie, na ubrania, na przyciąganie ziemskie i na ruch obrotowy ziemi..

No i łazimy po Tesco. Żona skończyła walkę z dziecięcymi ubrankami, co tylko ją jeszcze bardziej zdenerwowało, bo przecież NIC NIE MA! Idziemy dalej. Żeby poprawić jej humor skręcam w ulubioną alejkę wszystkich kobiet. Aleja rozkoszy.. Słodycze i czekolady. Żona od razu nabiera rumieńców i staje się aniołkiem, jak wtedy kiedy pierwszy raz przyjechałem do Niej do domu:P. Po przeczesaniu półek idziemy po resztę pierdół.. I raptem.. na samym środku Tesco akcja. Matka zbiła płaczące dziecko. Mało tego, zaczęła się drzeć, że zaraz dostanie drugi raz i to mocniej!

Ciekawi jesteście naszej reakcji? A jak Wy byście się zachowali w takiej sytuacji?
My zachowaliśmy się normalnie. Oboje byliśmy w chwilowym szoku, ale poszliśmy dalej. Bo co mnie obchodzi jakaś baba? Ma taki sposób na wychowanie? Okej.. Przecież każda matka wie najlepiej, co jest najlepsze dla jej dziecka – brzmi znajomo? Oleliśmy tę sytuację. Tylko teraz tak. Czy zrobiliśmy dobrze? Nie wiem. Ale my nie jesteśmy Jezusami, że każdemu mamy ścieżki prostować. Nie działamy w jakiś ugrupowaniach zajmującymi się biciem dzieci. Nie mamy prawa umoralniać tej kobiety. Zrobiła jak zrobiła. A to, że miało to miejsce, kiedy w ciul ludzi było obok, to inna kwestia. Ciekawi mnie tylko, czy Jej działania przyniosły jakiś skutek. Ciekawi mnie, co daje bicie dzieci. Inaczej. Wiem co daje. Sam byłem bity jak coś przeskrobałem. A skrobałem dużo. Odpowiedź jest jedna. Nic dobrego.
Dziecko jeszcze nie wie, co jest dobre, a co nie. To, że gania po sklepie, to znaczy, że chce się bawić. Chociaż ostatnio coraz więcej ludzi na takie zachowanie ma jedną diagnozę – ADHD… Ja na taką diagnozę z kolei mam odpowiedź – buhahahahahah! Kurwa!!!

Dziwisz się, że dziecko ma za dużo energii? Zostaw ten pierdolony telefon czy komputer i weź je na dwór. Poganiaj za piłką, albo poślij na jakieś zajęcia, gdzie będzie mogło się zmęczyć. A nie.. sory.. No jak dziecko na trening.. jeszcze się spoci, albo zmęczy.. coś sobie może zrobić przecież..

Szukamy i sami wkręcamy sobie i dzieciom jakieś choroby, czy odchyły, gdy tylko zaczynają robić coś nie po naszej myśli. Sam dużo czasu spędzam na telefonie. Ale u nas dziecko się nie nudzi. Kiedy ja odpoczywam, to bawi się żona. Mamy też to szczęście, że bardzo blisko mieszkają dziadkowie, którzy bardzo często nas odwiedzają. Ale jak kto woli. Można spędzać wiele godzin i dni na wizytach u lekarzy. Dawać dziecku leki na adhd, które do stu beczek śledzi nie istnieje!!!

Dzieci na placu zabaw się bawią, a mamuśki siedzą i plotkują. Co chwilę jest tylko: nie idź tam, zostaw to, nie rób tego, wyjmij to z buzi, oddaj śledzionę koledze.. Tylko nie, nie i nie! same zakazy.. i jeżeli dziecko mimo tego dalej coś robi, a to przecież jest dziecko i będzie to robiło, czy Ci się to podoba czy nie, to zaraz mamy diagnozę. Nieposłuszny i nadpobudliwy. trzeba jechać do doktora.. 

Pytanie. Czy jeżeli przełożony zacznie krzyczeć na swój zespół, bo nie wykonali jakiegoś zadania, to znaczy, że jest nadpobudliwy? u dzieci w takiej sytuacji było by, że tak.

Gdyby, ktoś Wam wkręcił, że Wasze dziecko częściej spogląda w lewo niż w prawo, i zaleciłby Wam badanie, bo to może być objaw jakiejś choroby, to też byście pojechali? Wiecie jak to się odbywa? Ktoś wynajdzie lek, albo specyfik. Nie ma pojęcia na co. Po testowaniu go, okazuje się, że nie wywołuje on żadnych efektów ubocznych, nie uzależnia i jest ogólnie nieszkodliwy. Jednak nie leczy nic. Wpierdolił kupe kasy w badania, testy i papiery legalizujące, więc musi mu się to jakoś zwrócić.. Zaczyna się lobbing. Wpompuje jeszcze więcej kasy, żeby ktoś wymyślił chorobę, która będzie się objawiała jakąś nic nie znaczącą dolegliwością, a lekarstwo na nią będzie tylko jedno i będzie wymagana długa nim kuracja.. Jakie to lekarstwo? Eureka!

Pieniądz robi pieniądz. Tak jak w budownictwie. Jakby murarz wymurował idealnie, tak tynkowcy i dociepleniowcy nie mogliby zarobić na kombinowaniu. Tak zawsze można zgonić na murarza i przewalać ludzi na materiale, który i tak pójdzie na sprzedaż na lewo. Przerabiałem sam takie rzeczy, więc wiem. Ludzie są naiwni i można im wkręcić wszystko. O! albo drugi przykład budowlany. Przyjmijmy, że ktoś ma nam zrobić posadzki w domu, czy gdzieśtam. Mówi, że będzie miała ona grubość 10 cm. Po zmierzeniu powierzchni zamawiany jest towar. „fachowiec” jeszcze przed dostarczeniem towaru na budowę, część materiału zabiera dla siebie, a nam robi posadzkę – 8 cm. 20 % mniej towaru. Można? Można. Bo klient i tak się nie gapnie. Dokładnie tak samo jest z tymi nowymi chorobami.


Na koniec wrócę jeszcze do tych, co biją dzieci. Obierzcie za cel ścianę która jest najdalej od Was, rozpędźcie się i przypierdzielcie w nią głową, to może Was  to czegoś nauczy.

poniedziałek, 1 maja 2017

Bałem się, że urodzi tuż obok..


Powiem Wam kawał.:
co mówi Andrzej, jak przychodzi do domu?
-cześć!
Hahahahah! Dobre nie? Leże... łaaaa hyhyyhy trytrytrytryt hahahah!!
chyba spaliłem.. ale chuj z tym.

Jeżeli jeszcze nie spadliście z krzesła, to uważajcie, bo będzie jeszcze lepiej.

sobota, 29 kwietnia 2017

Tatusiu! Spędź ze mną trochę czasu - proszę..


Co to tak pięknie pachnie? Czyżby to już obiadek mamusia szykowała? A jeżeli tak, to znaczy.. to znaczy.. że zaraz do do domciu wróci tatuś! Tatuś mój kochany. I jak tylko wejdzie do domu, to wskoczę na niego i będę go gryźć i całować i ślinić i przytulać go będę. Pokaże nową budowlę, co razem z mamą zrobiliśmy i książeczki pokażę i lalę też. Weźmie mnie na ręce i podejdziemy do okienka i będzie mi pokazywał autka i autko tatusia też. A ja będę się śmiała i przytulę go by wiedział, że go kocham.

środa, 26 kwietnia 2017

Jestem normalny, czyli dla wielu inny.




Jestem normalny, czyli dla wielu inny. Tak zajebałem tytuł z jednej z piosenek. Nie mogłem jednak wymyślić nic lepszego, co mogło by odzwierciedlić to co czuję, gdy patrzę na to co się dzieje wokół. Jestem zwykłym gościem, który jeszcze do niedawna nie wyróżniał by się niczym. No może poza ponadprzeciętną inteligencją, urodą, wdziękiem, klasą, charakterem, romantyzmem, bajerą, poczuciem humoru czy talentem do śpiewu..:) 

Teraz jednak mam wrażenie, że staję się jakimś dziwakiem, którego niedługo będą wytykać palcami. I to nie w stylu, że laski będą wskazywać na mnie i szeptać – zobacz to on. Matko jakie ciacho. Nie nie. Ten etap już za mną. ;p Ludzie będą wytykać palcem i mówić coś w stylu – On jest jakiś dziwny. Weź zobacz gościa. No jak tak można.. Dziwak.

 Jestem normalny

Ubieram się normalnie. Sweter, dres, sandały i skarpety. No może nie zawsze to wszystko na raz, ale chwalę się tylko, że mam. Nie zakładam rurek. Blee jak można nie chodzić w rurkach? Teraz mam problem z kupnem spodni, bo większość ciśnie w jaja, a przepukliny na nich nie mam..
Jestem rodzicem, a nie biorę udziału w przechwałkach, że moje dziecko jest lepsze niż Twoje. Chociaż z pewnością jest, bo jest moje:P Nie krytykuję innych osób za to, że mają inne sposoby karmienia, ubierania, czy usypiania swoich dzieci. Mam to szczerze w dupie. Nie wrzucam zdjęć swojego dziecka, które mają na celu… no właśnie co? Uczymy BLW po to by pokazać jak całe jest ubabrane jedzeniem? Słyszałem nawet, że są ludzie którzy wrzucają zdjęcia kupy dziecka.. Może ja wrzucę zdjęcie swojej z podpisem „zgadnijcie co jadłem?”. 

Mam konto na Instagramie

Co do zdjęć.. dosyć niedawno założyłem konto na Instagramie. To takie coś do wrzucania zdjęć. I tyle wiem o tym. Nie wrzuciłem żadnego zdjęcia z wykrzywioną gębą w dzióbek, ani robionego w lustrze. Moje jest tak ujebane, że pewnie i tak nic by nie było widać. Zdjęcia z dzióbkiem. Zrobi sobie laska sztuczne usta, które są wielkości starożytnego Rzymu i jeszcze je wykrzywia. To ma być seksowne? Bardziej seksowny jest już mój pazur u nogi, na który spadł mi klocek drzewa i przez to zrobił się siny jak nos pana Miecia po alko-maratonie

Jestem blogerem

No jestem blogerem. Początkującym co prawda. Coś tam już napisałem, coś tam już niby wiem. Nie mam parcia na szkło, żeby zostać top. Nie muszę. Ja wiem, że już jestem top. Mam swój styl i się go trzymam. Ma być luźno jak w zbyt dużych majtkach. To jest cel jaki sobie stawiam. Jeżeli chcecie czytać coś co jest napisane książkowo, poradniki, czy ogólnie zamulacze czasu, to wpiszcie sobie w Google „najlepszy blog” i idźcie tam. Ja piszę tak jak mówię na co dzień – normalnie. Nie mam zamiaru spędzać wiele godzin nad tworzeniem arcydzieł literackich. Jak chcę przekazać, że np. jakiejś miejsce mi się podoba, to piszę że jest zajebiste i to wyczerpuje temat..

Jestem facetem

Lubię usiąść wieczorem i do meczu wypić piwo. Nawet kosztem tego, że nie posprzątam kuchni o co prosi mnie żona. Zdarza mi się pierdolnąć skarpety w kąt i tak leżą do rana, aż jaśnie Pan Andrzej nie zaniesie ich do kosza na pranie. Nie chodzę na solarium, ani do kosmetyczki. W zamian za to obgryzam paznokcie i zdrapuję strupy, jeżeli jakieś są. Nie siedzę przed lustrem i nie wyrywam sobie brwi. Czasem zapomnę umyć ryja przed wyjściem do pracy. Nie przejmuję się tym, czy to co mam na sobie jest uprasowane czy nie. To właśnie kiedyś było normalne.. 

Mam Facebooka

Żeby jakoś ten mój blog dotarł do większej liczby osób niż ja i moja żona, to założyłem też fanpejdża. Polubiło go już ponad 300 osób, więc jak dla mnie to szał! Jeszcze niedawno, gdy zakładałem bloga, to nawet sobie nie wyobrażałem, że tak szybko uda mi się to osiągnąć. Raz nawet zapłaciłem chyba z 8 zł za promocję posta, ale szybko stwierdziłem, że po co? Jeżeli się ludziom będzie podobało, to sami będą przychodzić, a co ważniejsze – będą zostawać dłużej.

 Nie jestem sportowcem

Sport.. Wszędzie teraz tylko diety, sporty i fitmamuśki. Ciekawy jestem ile z tych fit mam ćwiczyło w szkole na wfie? Chodziłem do szkoły i wiem jak łatwo załatwić sobie zwolnienie. Bo mojemu dziecku jeszcze się coś stanie… Tak stanie się. Skolioza i spaczenie umysłu wywołane nadmiernym gapieniem się w magiczną skrzyneczkę (telefon). Wiecie jaki zawód obecnie staje się coraz bardziej popularny? Trener personalny. A ile trzeba doświadczenia by nim zostać? Odjebać jakiś kurs, wziąć papier i zacząć nauczać, jak Jezus prawie. Chcielibyście np. żeby ktoś uczył wasze dzieci karate a sam nigdy nie trenował? Odbył kurs, zdobył certyfikat i zaczął uczyć? Więcej szkody można narobić niż pożytku.. Jeszcze raz trener personalny. Przyjmijmy, że ja, który na siłkę nie chodził nigdy, zacząłbym to robić. Trafię na dziewczynę, która jest świeżo po kursie i co? Ona ma mi układać dietę? Od kiedy to dietę układa ktoś taki..? Nawet najlepsi sportowcy korzystają z usług dietetyków a nie trenerów personalnych. Dietetyk przynajmniej skończył szkołę w tym kierunku. Nie mam bzika na punkcie sportu. Nie mam bzika na punkcie swojego ciała. Nie mam na to czasu. Wolę w tym czasie pobawić się z dzieckiem, albo zrobić coś na czym skorzysta moja rodzina. Jestem z tego dumny, bo nasz czas wspólny nie ogranicza się do zrobienia wspólnego zdjęcia i wrzucenia go na Insta, żeby inni widzieli jak to u mnie nie jest zajebiście.. 

 Jestem na diecie

Dieta. Wychowałem się na mięsie. Jem mięso i mięso będę jadł w dalszym ciągu. Jak chodziłem do szkoły, to wegetarianami były tylko jednostki. O weganach nawet nie wspominam, bo to jakiś nowy kult jest. A teraz? Restauracje wegańskie. Wszędzie tylko przepisy na żarcie fit i moje ulubione – potrawy bezglutenowe. Kto z Was w młodości słyszał o glutenie? Kto z Was w ogóle wie co to jest ten gluten? Ja nie wiem dokładnie i mam to w dupie. Jem to na co mam ochotę, albo inaczej. Jem to co zrobi moja żona:), która na szczęście nie jest normalna. Może to nas połączyło? Normalność, która dla wielu jest dziwactwem?