2016/11/10

Textual description of firstImageUrl

pieprzona zima!

 

Winter is comeing

Ta maksyma rodu Starków, znanych nam z Pieśni Ognia i Lodu, czy ekranizacji pt. Gra o tron oznaczała, że zbliża się coś okropnego. Coś co musi się zdarzyć i jedyne co można zrobić to jak najlepiej się na to przygotować. Istny Armagedon z jednej strony przerażający, a z drugiej lekko podniecający. 
„Nadchodzi zima”. Co te słowa oznaczają dla mnie? Praktycznie to samo co dla Starków.. Jest to jedyna pora roku, która nie powinna dla mnie istnieć. Ja jako przedstawiciel rodu Majów  jestem ciepłolubny. Myśląc o zimie od razu przebiegają mi przez głowę myśli o poprzednich latach. W tej przeklętej porze roku zwykła droga do pracy staje się wyzwaniem porównywalnym do kolonizacji Marsa.. Dlaczego?


Po wypiciu porannej kawy wyglądam przez okno i co widzę? Naszego szerszenia wyglądającego jak lodowy monster truck mimo dwóch stopni na minusie. Biegnę co sił po schodach by jak najszybciej ulżyć mu w zalegającej na przedniej szybie skorupie ludu. Wkładam kluczyk do zamka i co?? Zamarznięte kurwa! Nie da się nic zrobić Próbuję od pasażera, a tam nawet nie da się włożyć kluczyka..  Szybka analiza zdarzeń. Tryb Mcgyver włączam na pozycję ON i po chwili do głowy przychodzi ta jedyna błyskotliwa myśl. Mam przecież bagażnik:). Kluczyk wchodzi bez problemu, przekręcam i jestttt. Udało się. Zerkam dyskretnie po oknach w bloku, czy nikt nie patrzy i raz raz do środka. Mam tyle szczęścia, że jest dobry akumulator i silnik też jeszcze zdrowy, więc odpalam za pierwszym kopnięciem startera:). Zostaje teraz tylko odskrobać nieszczęsne szyby, zatem biorę odpowiednie narzędzie i ??? Od środka też się wyjść nie da…. Droga przez bagażnik już mi dobrze znana, więc po chwili jadę do pracy z nadzieją, że przez drogę trochę się zagrzeje i uda mi się wyjść jak człowiekowi. Przeważnie się udaje, ale kilka razy się zdarzyło, że musiałem stać jak debil z włączonym silnikiem przez 10 minut, bo przecież nie wyjdę przez bagażnik przed firmą w której pracuje ponad 1000 osób. Wiadomo:). Okej.. to tylko praca. Gorzej jak trzeba nagle podjechać gdzieś z dzieckiem. Co wtedy zrobić? Jednym słowem – lipa:). Najlepiej zmienić samochód.. Ta na razie to mogę zmienić ale skarpetki. Za obecny majątku bym nie zbił, a hipoteka skutecznie blokuje mi wszelkie plany oszczędnościowe. No nic, po nitce do kłębka, jak to się mówi.


„Zima jest fajna bo można jeździć na nartach”


Miałem narty na nogach raz. W podstawówce wynajęliśmy ze szkoły, bo była jeszcze taka możliwość. Z racji tego, że byłem najwyższy, to dali mi najdłuższe. Szkoda tylko, że nikt mi nie powiedział, że to narty do biegania.. Nigdy nie byłem słaby ze sportu, a wręcz przeciwnie, jednak ta dyscyplina mnie pokonała. Od tego czasu nawet nie próbowałem jeździć.

Moja żona się cieszy jak pada śnieg, bo tak ładnie wtedy. Drzewa podczas mrozu tak pięknie wyglądają. Lód tańczy na szybie, a sople spokojnie zwisają z dachu. Mnie jednak od zimy odpycha. Znacznie przyczyniła się do tego moja praca. Przez kilka lat pracowałem na budowach, a w zimę nie ma przestojowego. Do -15 pracuje się normalnie. 9 lub 10 godzin w tym 30 minut przerwy. No ale wybór pracy był świadomy i nie mam do nikogo o to pretensji. Na szczęście ten etap mam za sobą i pracuję teraz w normalnych warunkach.

Taka jest kolej rzeczy. Zima zawsze była, jest i pewnie będzie. Chociaż odkąd Majom się kalendarz skończył to wygląda to trochę inaczej. Jak moja córcia trochę podrośnie to na pewno będę zabierał ją na sanki czy później na narty jak będzie jej się to podobało. Nie chcę na Nią przerzucać swoich preferencji. Mogę mieć tylko nadzieję, że jej się nie spodoba hehe:)

A jak z zimą jest u Was? Jak wasze dzieci spędzają czas podczas tej pory roku?

podobne wpisy:
-jak rozstałem się z przyjacielem na długi czas.

17 komentarzy:

  1. Ja też z tych ciepłolubnych - no i jestem w jeszcze bardziej opłakanym położeniu, bo nie należę do osób zmotoryzowanych, więc nawet w takie zimno muszę wszędzie popylać na piechotę (ewentualnie czekać, aż mąż wróci z pracy i będzie mógł mnie podwieźć ;) ) Podobnie jak Twoja Żona bardzo lubię zimowe krajobrazy, szron na oknach i dywan śniegu pokrywający standardową brzydotę ;) - ale jednak zdecydowanie wolę to robić będąc po tej drugiej, cieplejszej stronie szyby :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale z Bąblem na sanki chodzę ;) Jak mus - to mus ;)

      Usuń
    2. szkoda tylko, że poprzedniej zimy nie było praktycznie wcale takich widokow. Co do wypadów na sanki, to najwazniesze, że dziecko jest szczesliwe;)

      Usuń
  2. Nie cierpie skrobania szyb i zamarźniętych zamków... W ubiegłym roku kupiłam sobie nawet odmrażacz i pewnie byłby skuteczny gdybym go nosiła w torebce a nie woziła w schowku w aucie ;-).
    A co do ogólnej zimy to może nie byłaby taka tragiczna gdyby wyglądała tak jak kiedyś... Ładny śnieg, wyjścia na sanki... Teraz niestety bałwana głównie z błota można lepić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dokładnie. pod względem lepienia bałwanów ubiegły rok był tragiczny. co do szyb to moje od środka zamarzaja nawet. Gdzieś musi autko być nieszczelne.

      Usuń
  3. No to przybijam piątkę- nienawidzę zimy. Nie i koniec. I choć muszę przyznać szczerze, że co to za zimy ostatnio w tym Szczecinie, to i tak psia mać nie znoszę. Ta pora roku mogłaby dla mnie nie istnieć. Nie dość, że zimno, to jeszcze szybko ciemno, człowiek taki udupiony w tym domu...
    Ja nie zmotoryzowana, więc do atrakcji dochodzą jeszcze takie sceny, że się autobus spóźnia... 10minut, 15... 20 k... mać.

    Ale zimowe krajobrazy też lubię. Ten śnieg na drzewach, śnieżynki spadające... Piękne to jest, kiedy siedzę w domu z herbatą i jakimś domowym ciachem :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja też z tych ciepłolubnych, ale zaczyna mi się zmieniać, jak widzę, jak młody cieszy się z zimy. Szaleństwo jakieś. I nam się udzieliło. To Jego pierwsza świadoma zima (choć trzecia) i radość jest z każdego płatka śniegu. I mamy pomocnika do odśnieżania auta i podjazdu.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ach te samochody, u mnie ostatnio było to samo. Ledwo spadło poniżej zera już samochodu nie otworzyłam :) Na szczęście mam jeszcze mamy do dyspozycji (kiedy nie jest w pacy) udało się na czas zawieść dzieci do szkoły, a po powrocie gorąca woda i jakoś poszło, ale podobno drugi raz będzie gorszy przez tą wodę. No cóż zaraz będę sprawdzała czy pojedziemy na zakupy czy zostaniemy w domu ;) U nas zima raczej w domu, ale jak jest śnieg to wykorzystujemy ten czas i spędzamy go na zabawach.

    OdpowiedzUsuń
  6. Trochę się uśmiałam ;) Też poznałam już drogę przez bagażnik ;) Polecam WD-40, pryskam w dziurkę od klucza i można otworzyć :)
    Poza tym - ja również doceniam zimę. Faktycznie widoki są bajeczne, choć cieszę się, że szybko odchodzi i wraca ciepełko ;)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. u mnie niestety wd nie pomaga;( problem tkwi w całym mechanizmie..;)

      Usuń
  7. Mam rower, więc kwestia skrobania szyb mnie nie dotyczy:))
    Tu w UK zimy "stulecia" to -5, więc dajemy radę;))

    W zimę lubię ciepłe kaloryfery i dużo ciepłej herbaty:) nie narzekam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no to nic tylko.na wyspy sie przeprowadzać, a jeszcze lepiej na Dominikane:)

      Usuń
  8. Nie mogę powiedzieć tak do końca że nie lubię zimy ( chociaż też jestem z ciepłolubnych) i uwielbiam lato...nie muszę rozmrazac szyb bo robi to za mnie mąż, ale niestety codziennie rano z całą trójca lecę do szkoły i jak pomyślę sobie - na zewnątrz na minusie a Ty ubierasz każdego po kolei, wychodzisz a tu taakie zimno...śniegu brak,a dzieci non stop pytają kiedy ulepimy bałwana i pozostaje nam sztuczny śnieg i wyjazd na lodowisko ;-) pamietam czasy gdy idac do szkoly robilo sie tunele, śniegu było po pas, codziennie rozgrywano bitwy na śnieżki i było mnóstwo fajnej zabawy...i zima nie była taka straszna i nawet dało się ją lubić ;-D

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie mogę powiedzieć tak do końca że nie lubię zimy ( chociaż też jestem z ciepłolubnych) i uwielbiam lato...nie muszę rozmrazac szyb bo robi to za mnie mąż, ale niestety codziennie rano z całą trójca lecę do szkoły i jak pomyślę sobie - na zewnątrz na minusie a Ty ubierasz każdego po kolei, wychodzisz a tu taakie zimno...śniegu brak,a dzieci non stop pytają kiedy ulepimy bałwana i pozostaje nam sztuczny śnieg i wyjazd na lodowisko ;-) pamietam czasy gdy idac do szkoly robilo sie tunele, śniegu było po pas, codziennie rozgrywano bitwy na śnieżki i było mnóstwo fajnej zabawy...i zima nie była taka straszna i nawet dało się ją lubić ;-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dokładnie. Będąc dziećmi inaczej postrzegaliśmy świat. w zimie wystarczył worek wypchany starymi ubraniami i byle jaka górka:)

      Usuń
  10. Ja tak trochę lubię zimę choć za skrobaniem szyb i odśnieżaniem samochodu nigdy nie przepadałam.

    OdpowiedzUsuń
  11. No cóż - nie mam wpływu na pory ku ale Uwielbiam długie dni, słońce i upał. Jestem tak zmodyfikowana genetycznie, że pocę się w temperaturze powyżej 30 stopni, więc w niczym mi nie przeszkadzają temperatury zbliżone do piekielnych, oczywiście przy niskiej wilgotności powietrza. Nie trzeba na siebie nadziewać miliona ciuchów, żeby szpik nie zamarzał. Jakoś nie chcę upodobniać do malkontenta i psioczyć na naturę - nie mam na to żadnego wpływu, więc odpuściłam. Wydarłam z garderoby cieplejsze ciuchy, zaopatrzyłam się w chusteczki do nosa i zaczynam żyć inaczej, bo jesiennie, a co za tym idzie wolniej. No i nie zamierzam też non-stop siedzieć na ukochanej kanapie i trenować do zawodów "kto zje więcej-leżenie-żarełko-jedzenie-kto zje więcej" bo na wiosnę znów będzie dylemat dlaczego już wiosna a mój tyłek jest ciągle zimowy. A tłuszczu z pośladków nie da się niestety, mimo najszczerszych chęci, domowymi sposobami przepchnąć w inne partie ciała(a szkoda). Szczególnie gdy metryka mówi, że masz 40+ (i to duuuży plus) więc logika i umiar w jesienne dni potrzebne od zaraz. Więc zamiast psioczyć i złorzeczyć na jesienną aurę i brzydkie traktowanie nas przez deszcz, pluchę i jesienne mgły i pierwsze śniegi lepiej to przyjąć na klatę i nie marudzić, bo niczego to nie zmieni, poza zmianą naszego samopoczucia z jesiennego na beznadziejne. Po co narzekać skoro i tak nie mamy wpływu

    OdpowiedzUsuń