2016/11/17

Textual description of firstImageUrl

śmieszny kot.. ale nie dla mnie.

To było w piątek jedenastego listopada tego roku. Dzień jak każdy inny i nic nie zapowiadało, że stanie się coś o czym z obrzydzeniem myślę do dzisiaj. Dla części z was może wydać się to nawet śmieszne, ale na pewno nie dla mnie.


Był już wieczór. Moje dwie kobiety bawiły się standardowo w kąciku zabawowym. Ja spokojnie po kryjomu konsumowałem kanapkę. O tej porze nasze koty przeważnie śpią. Wszedłem do sypialni, żeby posprzątać swoje porozwalane obok łóżka ciuchy, o co „prosiła” mnie żona. Kilka razy. No dobra kilkanaście z czego kilka ostatnich podniosłym głosem:). No to robię. Starannie składam koszulkę w kosteczkę i zamiarem włożenia do szafy zauważam nagle ruch na korytarzu. A tu moja kocica, biedna, przygarnięta ze schroniska ze statutem „bez szans na adopcję” sunie tyłkiem po korytarzu z tylnymi łapami w górze, odpychając się przednimi jak gdyby nigdy nic rozsmarowuje swoją kupę po całej chałupie! To ja niczym Clark Kent z prędkością światła ruszam w pościg za złoczyńcą. Już byłem blisko. Uważając po drodze, żeby nie wdepnąć w ciemne smugi gówna na panelach wyciągam rękę po kocice, a ona.. Ucieka do mnie do sypialni!. Były dwie opcje: albo wejdzie pod łóżko, albo wejdzie na łóżko i wytrze się w świeżo zmienioną pościel! Ta druga opcja była gorsza, bo groziła wyjebaniem i mnie i kota na balkon, a tam buda jest jedna... Kot pomyślał chyba to samo, bo wybrał opcję numer jeden. Teraz pytanie jak kota spod łóżka wyciągnąć? Łóżko wielkie, a ta na samym środku. Z żadnej strony nie da się do niej dostać. Na szczęście z pomocą przyszła żona. Głosem skowronka łagodnie powiedziała: Weź suchą karmę i potrząśnij opakowaniem. Tak, też zrobiłem. Nasze futrzaki suchą dostają tylko w nagrodę i po chwili kocica była już obok mnie. To ja ją cap i do łazienki. Już mam wrzucać ją do wanny, a w niej zabawki Kornelki. Jedną ręką wyciągam zabawki, a drugą trzymam zasranego i przerażonego widokiem wody kota! Po uporaniu się z napotkanym problemem, zabrałem się do kąpania zasrańca. Kąpiel trwała ze trzy minuty. Na moich rękach do dzisiaj widnieją ślady tej wojny. Było wszystko: rany kłute, cięte i szarpane, ale najważniejsze, że dupa kota została wyczyszczona!


Po kąpieli trzeba było posprzątać. Żona oczywiście mi w tym pomogła. Podła zołza zamknęła się z małą w pokoju i tylko słyszałem jak mi współczuje zanosząc się śmiechem. Najpierw musiałem dokładnie obejrzeć miejsce zbrodni. Kawałek kociej kupy leżał obok kuwety i pół łazienki upaciane. Łazienka to nie problem, bo leżą płytki i łatwo zejdzie pomyślałem. Bardziej niepokoił mnie korytarz, gdzie leżą panele. Wychodzę, patrzę i nie wierze. Pół korytarza w linii ciągłej wysmarowane. Taki sobie szlak jedwabny zrobiła. No co zrobić, przecież sprzątnąć trzeba. Całość zajęła mi około 20 minut. Tak 20 minut babrania się w kociej kupie, przy okazji których miałem czas na myślenie o tym, jak się zemścić.  Bić nie będę bo za co? Wyrzucić przez balkon za nisko, a uśpić za drogo.. Nie no żarty. Nie mógłbym skrzywdzić ulubionego towarzysza zabaw mojej córeczki:) 


ten obsraniec leży po prawej:)
Pozdrawiam!

podobne wpisy:

31 komentarzy:

  1. Ale się ubawiłam :) Skutecznie mnie zniechęciłeś do kota nad którym się ostatnio ciągle zastanawialiśmy ;)
    Widzę zmiany na blogu :) Bardzo fajne, pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. szczerze, to i ja nie chciałem kota w domu.. Żona mnie namówiła, żebyśmy wzięli ze schroniska i w ten sposób mamy dwa:) Przynajmniej z nimi nie można się nudzić:)

      Usuń
    2. Nudy to na pewno nie macie ;)

      Usuń
  2. ehhhh i dlatego nie chce zwierzaków w domu.. A synek chodzi i nudzi

    OdpowiedzUsuń
  3. bardzo fajna historia, zabawna, niestety nie dla sprzątającego :D

    http://wooho11.blogspot.com/ - Zapraszam, Jeśli Ci się spodoba - zaobserwuj :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Haha, a mi się właśnie kot marzy... Zaczynam mieć wątpliwości ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. marzenia trzeba spełniać:) wątpliwości zawsze będą.

      Usuń
  5. Też miałam podobną przygodę, ale z psem :D za kotami niestety jakoś nie przepadam :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja mógłbym mieć i kota i psa;)

      Usuń
  6. Dobrze, że nie mam kota;)
    Zmiany na blogu na plus:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Hehe, oj tam mały wypadek ;-) a tak na poważnie , my też mamy kota, ale na szczęście takich numerów nam nie robi :-) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nasza kocica ma problem z gruczołami. Miała już raz czyszczone i chyba trzeba znowu pojechać;( prawdopodobnie to dlatego.;(

      Usuń
  8. a ja bym chciała kota mimo wielu nieprzewidzianych srających przygód:D zawsze ktoś będzie mógł mi mruczeć pod nosem i łasić się:) obserwuję:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Sam jesteś zołza mężu heheheh :P

    OdpowiedzUsuń
  10. O mamo :D No dobra, poważnie, współczuję, bo z moją nie było takich akcji.

    OdpowiedzUsuń
  11. O mamo :D No dobra, poważnie, współczuję, bo z moją nie było takich akcji.

    OdpowiedzUsuń
  12. zdarza się :) pocieszyłabym Cię, że miewałam gorzej ;) razu pewnego znalazłam kupę zapakowaną szczelnie w koc :) jak on ją tam złożył do dziś nie wiem, ale wiem, że gdyby był człowiekiem to zawijanie krokietów miałby opanowane do perfekcji

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hahaha! koty są niesamowite;)

      Usuń
  13. Ciesz się, ze jednak nie weszła na to łóżko;)
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj cieszę się, cieszę:)

      Usuń
  14. Właśnie dlatego wolę psy od kotów :))) Dobrze, że pościel się uratowała :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Ubawiłam się, jednak mimo wszystko wolę mieć psa w domu, chociaż i on zostawia mi różne dziwne niespodzianki, jak ostatnio ściągnął sobie moją pościel z łóżka i zaciągnął do siebie ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Mój mąż by nigdy po kocie nie posprzątał - chciałaś kota to sobie sprzątaj - to jego dewiza :)

    OdpowiedzUsuń
  17. u nas warunkiem wzięcie drugiego kota było to, że tylko żona miała sprzątać kuwety. I tak mamy dwa koty a sprzątamy po równo:)

    OdpowiedzUsuń
  18. Z uśmiechem na twarzy przeczytałam Twój post i podziwiam Twoje zmagania z futrzakiem :) Mój kotek na szczęście daje znać, kiedy chce iść za potrzebą. Aż sama się dziwię, że za każdym razem stoi przy drzwiach i miauczy zamiast do kuwety zrobić co swoje.

    OdpowiedzUsuń
  19. Nie mamy kota.... ach szkoda ;))))
    Andrzeju i Ja zawitałam do Ciebie już na stałe :)))
    Pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
  20. Ale jaja jak barety... :D

    OdpowiedzUsuń
  21. Oj.... Komu się ma przytrafić jak nie kotu?? Jak byś Ty tak zrobił to byłby obciach. Podejrzewam, że nawet pojedyncza buda na balkonie i ujemne temperatury nie złagodziły by wymiaru kary. Sama mam dwa koty wychodzące ale wracające szczególnie podczas deszczowej pogody i to do kuwety w celu wysrajdania się więc wiem co mówię. Jeśli nie daj Boże ktoś by zapomniał wyczyścić kuwetę to PAŃSTWO Kocie bezpardonowo wali obok kuwety....a ileż to razy śmierdzący bobek dyndał obok kociego zadka nanizany na trawę niczym koralik na żyłce?? Dobrze że żaden nie wymyślił takiego sposobu pozbycia się kupy.... ha ha ha . Odpuść - kot to kot. Prawie jak facet - ma tylko jeden zwój mózgowy mniej od większości męskich osobników

    OdpowiedzUsuń