niedziela, 27 listopada 2016

Czy zmienić pracę na gorzej płatną? 7 powodów, dla których warto to zrobić.

Mamy jakąś dziwną mentalność.. Bo zawsze może być gorzej, albo wszędzie dobrze gdzie nas nie ma. Ja pierdolę, że tak powiem. Nie musi tak być. Przecież najlepsi trenerzy biznesowi mówią, że człowiek powinien zmieniać pracę max co 5 lat, bo staje się nieefektywny i praca po prostu zaczyna wkurwiać. Wszystko jest ok do momentu, gdy zmieniamy pracę na lepszą, na lepiej płatną, na wyższym stanowisku. Czy jednak możemy być zadowoleni ze zmiany pracy na mniej płatną? Obecnie sam jestem w takiej sytuacji i napiszę Wam czym się kierowałem przy transferze i co jeszcze może wpłynąć na taką decyzję


 Delegacje. A konkretnie ich brak. 

Teraz dosyć często muszę wyjeżdżać służbowo zarówno po kraju, jak i za granicę. No wszystko było spoko, ale do czasu.. Do czasu, kiedy o 10 dowiedziałem się, że za 12 godzin lecę do Anglii.. na tydzień. Nieźle co? mały bobas w domu, żona bez prawa jazdy. Jedni dziadkowie nie mogli pomóc, a drudzy do pomocy jakoś nie specjalnie się garną. Rozumiem, że praca jest ważna, ale na pewno nie kosztem rodziny.


 Czas pracy.

Co z tego że hajs się zgadza, skoro nie ma nas w domu? Lipa straszna wracać z pracy, kiedy nasze dziecko już śpi. Bez powiedzenia dobranoc, bez przytulenia, czy zwykłego uśmiechu. Tak jak przy delegacjach.. Rodzina ważniejsza od pieniędzy


 Stres

Znacie to uczucie, kiedy wraca się do domu i jeszcze przez dwie godziny się o niej gada? Odbieraliście telefon z pracy po 21? Ja wiele razy. Odpowiedzialność mojej pracy była ogromna.. tzn jeszcze jest bo okres wypowiedzenia:P Stres udzielał się nie tylko mi, ale i mojej żonie. Nikt nie chce przecież osiwieć przed 30-stką:P


 zakres obowiązków

Obecnie pracuję w wielkiej fabryce jako kontroler jakości. Pośrednio odpowiedzialny jestem za cały etap produkcji wyrobu. Od wyrobu surowego, do momentu wyjazdu z magazynu. Dodatkowo na mojej głowie jest rozpatrywanie reklamacji, i wyjazdy w celu rozpatrywania reklamacji na duże partie.  W przypadku stwierdzenia dużej ilości "bubli"blokuję towar do sprzedaży. Przez moje raporty często zabierana jest premia jakiemuś pracownikowi, a nawet całemu działowi. Nie muszę chyba tłumaczyć, że przez to mój dział nie jest dobrze postrzegany:P A co będę robił po zmianie pracy? Będę odpowiedzialny tylko i wyłącznie za jedną rzecz, więc będę mógł skupić się na swoich zadaniach, a nie latać jak pojebany po całym zakładzie i naprawiać wszystko co się da:)

 Dodatkowe świadczenia

obecnie nie dostaję żadnych dodatkowych świadczeń. Nic. nawet paczek dla dzieci nie ma. Po przeniesieniu zmieni się to bardzo. dodatki na święta, dofinansowanie do wczasów, współfinansowane karnety na besen, siłownie, raz na rok premia z okazji dnia firmy. Co roku 50-ciu najlepszych pracowników dostaje nagrodę. Bogaty system premiowy. Można otrzymać premię za wszystko:). Przez dodatkowe, świadczenia realnie będę zarabiał tyle co teraz, więc nawet nie odczuję żadnej straty


Odległość do pracy

Chociaż obecnie mnie to nie dotyczy, to warto mieć ten punkt na uwadze. Można otrzymać ofertę pracy, z zarobkami np. 500 zł większymi niż obecnie, ale warunkiem są powiedzmy godzinne dojazdy w jedną stronę ( jak nie ma korków). Fajnie. zarobimy więcej, ale czy na pewno? Dojazdy kosztują, no chyba że ma się jakiegoś pierdziolota to pobiera 6 litrów gazu:). Oprócz kasy na dojazd tracimy coś cenniejszego- czas. jeszcze 3 lata temu zarabiałem dużo więcej niż teraz, ale wychodziłem z domu o 6 rano, a wracałem czasami nawet o 21-22. No i co po pieniądzach w takim wypadku, skoro nie ma kiedy odpocząć, czy zjeść ciepłego posiłku. Nie mówiąc już o jakimś wyjściu z żoną..


 Atmosfera

Może dla wielu osób ten punkt nie ma znaczenia, ale dla mnie ma ogromne. Jestem osobą, która lubi sobie pożartować, śmiać się z innych i siebie, czy zwyczajnie kogoś po wkurwiać, więc dobrze, kiedy pracuje się z ludźmi, którzy też to lubią. Wiadomo, że nie da się wszystkim dogodzić, ale obecnie w moim dziale takiej atmosfery nie ma wcale. Doszło do tego, że nie możemy się zgrać na zwykłe wyjście na piwo, bo ten nie pójdzie z tym, a tamten z tym.. 
Praca jest oczywiście ważna. Pieniądze są ważne. Ważny jest także rozwój samego siebie. Tylko czy to wszystko jest najważniejsze? Na to pytanie każdy powinien sobie sam odpowiedzieć. A jak to wygląda u Was?


wtorek, 22 listopada 2016

10 sposobów, by zachęcić dziecko do jedzenia.


Nawet nie wiecie ile razy mała nie chciała jeść... Prośby, tańce, śpiewy, czy modlitwy nie przynosiły żadnego efektu. Może i na początku jest śmiesznie, ale później wkurwienie sięga zenitu:). Tak tak cierpliwość jest cnotą, ale co poradzić jak wszelkie starania kończą się na odwróceniu głowy przez malucha, który szyderczo w sobie się z nas śmieje:). Oliwy do ognia dodaje jedno jego słowo. Jedno zwykłe „nie”. Dlaczego tak się dzieje?

Czasami coś po prostu może dziecku nie smakować. We mnie na przykład za cholerę nie da się wcisnąć galarety. Choćby zrobił ją sam Modest Amaro.. Nie i ch.. Rodzice też czasami sieją panikę, bo dziecko Krystyny je więcej od naszego! Fuck! Co mają do tego inne dzieci? To, że inne matki się chwalą, że ich bobas w wieku 4 miesięcy sam robi do nocnika (a znam taki przypadek), wcale nie znaczy, że i nasze musi. To, że niektóre dzieci zaczynają chodzić w wieku 9 miesięcy jest wyznacznikiem rozwoju naszego dziecka? No nie.. Każde rozwija się w swoim tempie. To samo dotyczy właśnie jedzenia. No ale czy możemy coś zrobić, żeby do tej czynności jakoś zachęcić malucha? Oczywiście, że tak. Przedstawiam kilka pomysłów, jakie stosujemy z żoną


  1. Posiłki spożywamy wspólnie.


    U nas obiad wygląda tak: jedno je, a drugie karmi Kornelkę, a później zmiana i szpak dziobał bociana. Jak mała je sama, to po chwili zaczyna się nudzić i amba fatima, ale niech żona weźmie do ręki kanapkę, to na buźce robi się zaciesz i już kanapka należy do córci. Przy obiedzie jest tak samo. Sama zje parę łyżeczek, ale jak tylko zobaczy, że tata je obok, jakoś nabiera chęci.

  2. Trzeba dziecko czymś zająć:)


    Jak to jeść i się przy tym nie bawić? Nie da się tak:), dlatego bardzo często dajemy jej coś do ręki. Przeważnie są to plastikowe sztućce dla dzieci albo duże drewniane łyżki. Mała jest szczęśliwa i chętniej je… przez chwilę

  3. Dziecko niekoniecznie lubi to co my


    Ja nie lubię galarety i każdy o tym w mojej rodzinie wie, więc po prostu mi jej nie dają. Czemu mamy dziecko traktować inaczej? Nie chce jeść kawioru, to dajmy coś innego. Nie wiem.. Przegrzebki?:)

  4. Nie wciskać na siłę


    To, że tata po całym dniu roboty, potrafi opierdzielić pół świni, meter kartoflów i popić cysterną kompotu nie znaczy, że i dziecko to zrobi. Maluch jak sama nazwa wskazuje jest mały. Rączki są małe, nóżki są małe, więc i żołądek też jest mały i po prostu nie pomieści

  5. A może coś do popicia?


    Kto nie lubi ciepłej szarlotki z mlekiem? No właśnie. Moja córcia po prostu nie zje jak nie będzie czego do popicia.. Oczywiście nie dzielimy proporcji obiadek- picie 50-50 tylko troszeczkę kompociku na smaczek i zadowolenie córki.

  6. Nie poganiaj, to nie wyścigi


    Moja Kornelka w dziedzinie długości jedzenia jest liderką we wszystkich rankingach. To sobie przeżuje, to trochę wypluje, a to kotka nakarmi, przez okno troszkę popatrzy. Wszystko, żeby tylko ojca wyprowadzić z równowagi, ale nie.. tata się nie da! Z uporem maniaka dalej próbuje podać jakże cenną porcję pulpecika:). Na spokojnie do tego podchodzimy. Czasem obiadek i godzinę potrafi trwać. Najważniejsze, że w końcu zjada (albo i nie).

  7. Podajemy to co lubi najbardziej w różnych postaciach.


    Wiadomo, że u dzieci gusta smakowe mogą zmieniać się dosyć często. U nas na szczęście jest kilka dań, które mała uwielbia. Najbardziej zadowolona jest chyba z sosu koperkowego mojej żony, z ziemniakami. Do tego przeważnie robi pulpety cielęce lub wieprzowe. Jednak mięso to tylko dodatek. Mogłaby zajadać sam sos nawet z butelki:). Tak samo banany. Tak sobie upodobała, że możemy je dodawać do wszystkiego!. Budyń czy ciasto z bananami są dosłownie pochłaniane przez małego pożeracza. Pewnie i galaretę by zjadła jakby tam były banany:)

  8. Zasada co do ręki to do buzi


    Skoro dzieci najwięcej uczą się przez zabawę, to czemu nie pozwolić bawić się jedzeniem? Bierzemy miseczkę pełną np. spaghetti i na blacik. Kornelka bierze sobie makaron w paluszki i wtedy są dwa wyjścia: albo wsadzi sobie do buzi i zje, albo wyrzuci ze śmiechem za siebie. Zawsze przecież można posprzątać, chyba że tak jak ja, ma się dwa koty do pomocy.

  9. Testujemy


    Staramy się podawać coraz to nowe rzeczy, tak by mała uczyła się smaków. Nie zawsze trafimy w Jej gust, ale przeważnie nowe, najlepiej kolorowe jedzenie smakuje lepiej!
  10. Uwzględniamy co zjadła w międzyczasie


    Jeżeli przeważnie na kolację Kornelka wypija 190 ml mleka, ale godzinę wcześniej zjadła kawałek placka, albo kanapeczkę, to nie ma szans, żeby pokonała całą porcję i nie panikujemy. To że butla nie jest pusta, nie znaczy, że dziecko jest głodne. Choć zazwyczaj wtrąbi wszystko.

To są tylko metody, które my stosujemy. Każde dziecko jest inne i na pewno nie na każde zadziałają! Nie ma co się przejmować, że dziecko nie chce jeść dopóki nie traci na wadze. A jak wygląda karmienie Waszych dzieci? Chętnie zjadają wszystko, czy trzeba Je do tego zachęcać?

czwartek, 17 listopada 2016

jak Ona mogła mi to zrobić?

To było w piątek jedenastego listopada tego roku. Dzień jak każdy inny i nic nie zapowiadało, że stanie się coś o czym z obrzydzeniem myślę do dzisiaj. Dla części z was może wydać się to nawet śmieszne, ale na pewno nie dla mnie.


Był już wieczór. Moje dwie kobiety bawiły się standardowo w kąciku zabawowym. Ja spokojnie po kryjomu konsumowałem kanapkę. O tej porze nasze koty przeważnie śpią. Wszedłem do sypialni, żeby posprzątać swoje porozwalane obok łóżka ciuchy, o co „prosiła” mnie żona. Kilka razy. No dobra kilkanaście z czego kilka ostatnich podniosłym głosem:). No to robię. Starannie składam koszulkę w kosteczkę i zamiarem włożenia do szafy zauważam nagle ruch na korytarzu. A tu moja kocica, biedna, przygarnięta ze schroniska ze statutem „bez szans na adopcję” sunie tyłkiem po korytarzu z tylnymi łapami w górze, odpychając się przednimi jak gdyby nigdy nic rozsmarowuje swoją kupę po całej chałupie! To ja niczym Clark Kent z prędkością światła ruszam w pościg za złoczyńcą. Już byłem blisko. Uważając po drodze, żeby nie wdepnąć w ciemne smugi gówna na panelach wyciągam rękę po kocice, a ona.. Ucieka do mnie do sypialni!. Były dwie opcje: albo wejdzie pod łóżko, albo wejdzie na łóżko i wytrze się w świeżo zmienioną pościel! Ta druga opcja była gorsza, bo groziła wyjebaniem i mnie i kota na balkon, a tam buda jest jedna... Kot pomyślał chyba to samo, bo wybrał opcję numer jeden. Teraz pytanie jak kota spod łóżka wyciągnąć? Łóżko wielkie, a ta na samym środku. Z żadnej strony nie da się do niej dostać. Na szczęście z pomocą przyszła żona. Głosem skowronka łagodnie powiedziała: Weź suchą karmę i potrząśnij opakowaniem. Tak, też zrobiłem. Nasze futrzaki suchą dostają tylko w nagrodę i po chwili kocica była już obok mnie. To ja ją cap i do łazienki. Już mam wrzucać ją do wanny, a w niej zabawki Kornelki. Jedną ręką wyciągam zabawki, a drugą trzymam zasranego i przerażonego widokiem wody kota! Po uporaniu się z napotkanym problemem, zabrałem się do kąpania zasrańca. Kąpiel trwała ze trzy minuty. Na moich rękach do dzisiaj widnieją ślady tej wojny. Było wszystko: rany kłute, cięte i szarpane, ale najważniejsze, że dupa kota została wyczyszczona!


Po kąpieli trzeba było posprzątać. Żona oczywiście mi w tym pomogła. Podła zołza zamknęła się z małą w pokoju i tylko słyszałem jak mi współczuje zanosząc się śmiechem. Najpierw musiałem dokładnie obejrzeć miejsce zbrodni. Kawałek kociej kupy leżał obok kuwety i pół łazienki upaciane. Łazienka to nie problem, bo leżą płytki i łatwo zejdzie pomyślałem. Bardziej niepokoił mnie korytarz, gdzie leżą panele. Wychodzę, patrzę i nie wierze. Pół korytarza w linii ciągłej wysmarowane. Taki sobie szlak jedwabny zrobiła. No co zrobić, przecież sprzątnąć trzeba. Całość zajęła mi około 20 minut. Tak 20 minut babrania się w kociej kupie, przy okazji których miałem czas na myślenie o tym, jak się zemścić.  Bić nie będę bo za co? Wyrzucić przez balkon za nisko, a uśpić za drogo.. Nie no żarty. Nie mógłbym skrzywdzić ulubionego towarzysza zabaw mojej córeczki:) 


ten obsraniec leży po prawej:)
Pozdrawiam!

niedziela, 13 listopada 2016

10 najlepszych tekstów, jakie usłyszały matki KPI

Nie ma to jak dobre rady!. Każdy z nas napewno się z takimi spotkał. Szczególnie nasilone są one podczas wychowywania pierwszego dziecka. Dostajemy rady od rodziców, wujków, ciotek, babć, koleżanek, czy czasem nawet od przypadkowych osób. Mało tego. Część z tych osób nigdy nie miało własnych dzieci!!. Co robimy wtedy? Słuchamy cierpliwie, ładnie dziękujemy po czym zebrane wkurwienie wydalamy z siebie przez kilka godzin, albo i dni. Najbardziej denerwują moją żonę pytania i rady dotyczące karmienia piersią. Jak już wspomniałem tutaj, moja Paulina jest KPI, czyli karmi dziecko swoim mlekiem, ale nie bezpośrednio z piersi. Takich kobiet w Polsce jest bardzo dużo, i wiele z nich zmagało się, albo w dalszym ciągu zmaga z różnymi śmiesznymi lub po prostu głupimi opiniami na temat KPI. Poprosiłem je o podzielenie się, z jakimi tekstami, czy sytuacjami się spotały. 


1. Po roku mleko zamienia się w wodę. 


hmm już był taki co zamieniał wodę w wino, ale mleka w wodę ni dy rydy, chyba że ktoś jest Jezusem naszym czasów. Matki! nie traćcie czasu na karmienie mlekiem, dajcie dziecku wodę!.... To tak jakby powiedzieć facetowi, że jego nasienie w jajkach po roku zamienia się w wode. 


2. Jak przegłodzisz dziecko to zacznie jeść z piersi.


Tak kurwa! Głód lekarstwem na wszystko! Zagłodzić! Spróbuje zagłodzić kota, to może zacznie mówić ludzkim głosem. Zagłodzić lekarzy, to przestaną brać w łapę. Zagłodzić polityków, to obniżą podatki (z tym bym pomyślał dłużej:) Rozwój tego kogoś zatrzymał się na równi z pierwotniakiem...


3. Strata czasu. Laktatorem można utrzymać laktację max 3 miesiące..


No kolejna wyrocznia zaczytana w gazetkach Tesco... Wszystko się da, jak się tylko chce. Wymaga dużo wytrwałości i siły, ale można osiągnąć sukces. Moja żona laktatorem utrzymuje laktację już ponad 13 miesięcy. Do dzisiaj ma ściągnięte około 400 litrów mleka!! z czego część oddała do badań, a bywają kobiety, które DZIENNIE ściągają 2 litry mleka na dobę!! Da się?


4. Słowa pediatry "jak dziecko nie chce jeść mleka z piersi, to może dać pani kisiel albo budyń


No tak. Jak tata nie chce herbaty to dajmy mu piwa, albo whisky... Szkoda, że nie powiedziała zamiast kisielu np. golonka! aaa co.. Zalecane karmienie mlekiem dzieci w Azji i Afryce to minimum 3 lata! a czym różnią się nasze dzieci od ich dzieci.. Tylko kolorem skóry. 


5. Dzieci karmione piersią są tępe


No ten tekst to usłyszała moja żona od pielęgniarki środowiskowej. Sama jest tępa i nikt jej nie karmił piersią:P Jak można tak powiedzieć? No jak? 


6. Kolejna akcja z Pediatrą.



Lekarz kazał rozszerzyć dietę już w 5 miesiącu życia, a karmienie w taki sposób zastąpić np. Kaszkami na mm. 
Rozumiem, że lekarze dostają jakieś suveniry, za wciskanie ludziom leków, suplementów, czy innego gówna, tylko po to żeby mieć wczasy za darmola, albo krajarnicę do chleba, krojącą dwie kromki na raz, ale ludzie... Kosztem czego? Zdrowia dzieci?? Zdrowia psychicznego matek? 


7. Mleko ściągnięte laktatorem jest zepsute.


No tak, kolejny przebłysk inteligencji pediatry. Tą kobietę akurat znam osobiście i nie bardzo mnie zdziwiły jej słowa.. Tak tak, bo mleko matki jest dobre tylko, jak jest hermetycznie zamknięte.. ale jak to.. przecież mleko powinno stać w lodówce, a w cycach jest 36,6 stopnia i się  nie psuje? To jakby powiedzieć, że dzieci z in vitro są zepsute, bo plemniki nie są trzymane w jajkach.. masakra.


8. Odciągasz bo idziesz na łatwiznę


Zapraszam do spędzenia jednego całego dnia z matką KPI, zwłaszcza w pierwszych miesiącach karmienia, gdzie spędza się większość dnia podłączoną do laktatora, i w międzyczasie robi się wszystko w domu.. 


9. Laktator dociągnie Ci cycki do pępka


Co za różnica karmić z piersi, czy ściągać laktatorem. Oba sposoby mają taki sam wpływ na kształt piersi. Nie wiem, ale laktator, to nie narzędzie tortur, rodem ze średniowiecza. No, ale przecież jesteśmy expertami w każdej dziedzinie. To tak jakby facetowi od częstych stosunków narządy do kolan zwisały.. 


10. Na koniec może nie tekst, ale zabawna sytuacja. 


Matka KPI pojechała do szpitala, w którym leżał Jej mąż i zapytała mlodego ratownika medycznego o kontakt, bo chciała podłaczyć się z laktatorem. Ten widocznie nie miał pojęcia o czym ona mówi, ale wskazał miejsce. Następnie zerkał co chwilę na tę matkę, żeby zobaczyć co to jest ten cały laktator.

A Was spotkały jakieś dziwne sytuacje związane z karmieniem dzieci?

czwartek, 10 listopada 2016

pieprzona zima!

Winter is comeing

Ta maksyma rodu Starków, znanych nam z Pieśni Ognia i Lodu, czy ekranizacji pt. Gra o tron oznaczała, że zbliża się coś okropnego. Coś co musi się zdarzyć i jedyne co można zrobić to jak najlepiej się na to przygotować. Istny Armagedon z jednej strony przerażający, a z drugiej lekko podniecający. 
„Nadchodzi zima”. Co te słowa oznaczają dla mnie? Praktycznie to samo co dla Starków.. Jest to jedyna pora roku, która nie powinna dla mnie istnieć. Ja jako przedstawiciel rodu Majów  jestem ciepłolubny. Myśląc o zimie od razu przebiegają mi przez głowę myśli o poprzednich latach. W tej przeklętej porze roku zwykła droga do pracy staje się wyzwaniem porównywalnym do kolonizacji Marsa.. Dlaczego?

Po wypiciu porannej kawy wyglądam przez okno i co widzę? Naszego szerszenia wyglądającego jak lodowy monster truck mimo dwóch stopni na minusie. Biegnę co sił po schodach by jak najszybciej ulżyć mu w zalegającej na przedniej szybie skorupie ludu. Wkładam kluczyk do zamka i co?? Zamarznięte kurwa! Nie da się nic zrobić Próbuję od pasażera, a tam nawet nie da się włożyć kluczyka..  Szybka analiza zdarzeń. Tryb Mcgyver włączam na pozycję ON i po chwili do głowy przychodzi ta jedyna błyskotliwa myśl. Mam przecież bagażnik:). Kluczyk wchodzi bez problemu, przekręcam i jestttt. Udało się. Zerkam dyskretnie po oknach w bloku, czy nikt nie patrzy i raz raz do środka. Mam tyle szczęścia, że jest dobry akumulator i silnik też jeszcze zdrowy, więc odpalam za pierwszym kopnięciem startera:). Zostaje teraz tylko odskrobać nieszczęsne szyby, zatem biorę odpowiednie narzędzie i ??? Od środka też się wyjść nie da…. Droga przez bagażnik już mi dobrze znana, więc po chwili jadę do pracy z nadzieją, że przez drogę trochę się zagrzeje i uda mi się wyjść jak człowiekowi. Przeważnie się udaje, ale kilka razy się zdarzyło, że musiałem stać jak debil z włączonym silnikiem przez 10 minut, bo przecież nie wyjdę przez bagażnik przed firmą w której pracuje ponad 1000 osób. Wiadomo:). Okej.. to tylko praca. Gorzej jak trzeba nagle podjechać gdzieś z dzieckiem. Co wtedy zrobić? Jednym słowem – lipa:). Najlepiej zmienić samochód.. Ta na razie to mogę zmienić ale skarpetki. Za obecny majątku bym nie zbił, a hipoteka skutecznie blokuje mi wszelkie plany oszczędnościowe. No nic, po nitce do kłębka, jak to się mówi.


„Zima jest fajna bo można jeździć na nartach”


Miałem narty na nogach raz. W podstawówce wynajęliśmy ze szkoły, bo była jeszcze taka możliwość. Z racji tego, że byłem najwyższy, to dali mi najdłuższe. Szkoda tylko, że nikt mi nie powiedział, że to narty do biegania.. Nigdy nie byłem słaby ze sportu, a wręcz przeciwnie, jednak ta dyscyplina mnie pokonała. Od tego czasu nawet nie próbowałem jeździć.

Moja żona się cieszy jak pada śnieg, bo tak ładnie wtedy. Drzewa podczas mrozu tak pięknie wyglądają. Lód tańczy na szybie, a sople spokojnie zwisają z dachu. Mnie jednak od zimy odpycha. Znacznie przyczyniła się do tego moja praca. Przez kilka lat pracowałem na budowach, a w zimę nie ma przestojowego. Do -15 pracuje się normalnie. 9 lub 10 godzin w tym 30 minut przerwy. No ale wybór pracy był świadomy i nie mam do nikogo o to pretensji. Na szczęście ten etap mam za sobą i pracuję teraz w normalnych warunkach.

Taka jest kolej rzeczy. Zima zawsze była, jest i pewnie będzie. Chociaż odkąd Majom się kalendarz skończył to wygląda to trochę inaczej. Jak moja córcia trochę podrośnie to na pewno będę zabierał ją na sanki czy później na narty jak będzie jej się to podobało. Nie chcę na Nią przerzucać swoich preferencji. Mogę mieć tylko nadzieję, że jej się nie spodoba hehe:)

A jak z zimą jest u Was? Jak wasze dzieci spędzają czas podczas tej pory roku?

czwartek, 3 listopada 2016

zabawki na urodziny.

                  
               Mamy jesień, naszą piękną złotą jesień. To nic, że za oknem ciągle pada. To nic, że pora przeziębień i przygnębienia. Z optymizmem trzeba patrzeć co nam przyniesie nowy dzień. Ta pora roku sprzyja spacerom, podczas których wychodzą rewelacyjne zdjęcia. Ja z dzieciństwa pamiętam rodzinne wypady na grzyby. Nie zawsze się znajdowało jakieś okazy czy przynosiło pełne kosze, ale zawsze jednak to były wspólnie spędzone chwile. Jak byłem dzieckiem, to co chwilę wołałem ojca albo starszego brata, żeby sprawdzili, czy to co znalazłem mogę zerwać czy nie. Parę razy dostałem reprymendę (zwłaszcza od brata;p) i się nauczyłem, że jak ma blaszki to nie wolno. W życiu znalazłem kilka naprawdę dużych prawdziwków, ale żaden z nich nawet nie może się równać z grzybem, jaki dostała moja córcia na 1 urodziny od dziadka. Skubaniec jest nawet większy od tego co się wyhodował na ścianie w stancji, którą wynajmowaliśmy na studiach. Jest tak duży, że wystaje ponad stół..